wtorek, 9 czerwca 2015

Karmelek pojawił się w naszym życiu w dość niesamowitych okolicznościach (17 września 2009 roku).
Które tak naprawdę zaczęły się kilka tygodni wcześniej niż nasze drogi się przecięły - widocznie los przygotowywał grunt do tego wydarzenia :)

Właśnie te kilkanaście dni wcześniej mieliśmy kilka dziwnych przygód z rudymi kotami, były do tego stopnia dziwne właśnie że aż sobie z Piotrkiem zażartowaliśmy że chyba nam się szykuje jakaś ruda znajdka. Rude koty zagięły na nas parol ;)
Tamte rudzielce nie potrzebowały pomocy, ale wrażenie niezwykłości tych spotkań pozostało.

[Rozmiar: 75340 bajtów]


Minęło troszkę czasu, pewnego dnia pojechałam do pracy i usłyszałam od koleżanek historyjkę jak to jedna z pacjentek (pracuję w szpitalu psychiatrycznym) złapała na terenie kociaka i miała go w szafie. Na szczęście sanitariusz w nocy go usłyszał, no ale żeby nie było za pięknie kociak wylądował na dworze i został zostawiony sam sobie. Obok budynku ruchliwa szosa, za budynkiem nasza suka Perła która jest na uwięzi dlatego m.in. że kłusownik z niej straszny i kociaka zjadłaby w sekundę.

Na szczęście maluch schował się za śmietnikiem i udało mi się go złapać.

Ten kociak to Karmelek.
Trafił do nas w środę.
[Rozmiar: 86595 bajtów] 


Minęło kilka dni, weekend, nadszedł poniedziałek.
Pojechałam do pracy radośnie, ze świadomościa że mamy już dziesięć kotów :)
Bo Piotrek w Karmelku się zakochał, od razu powiedział że go nie odda i koniec :)
Nie minęło wiele czasu, wyszłam przed budynek i oczy przetarłam. Zobaczyłam za ogrodzeniem kolejnego rudego kociaka...
Który na mój widok przeleciał przez szosę prawie wpadając pod samochód, przeleciał pod bramą i radośnie wparadował obok mnie do budynku, ja za nim, a ten stojąc na korytarzu obrócił się, zadarł ogon i zamiauczał rozdzierająco....

[Rozmiar: 74304 bajtów]


Nie ma bata, to musi być brat naszego Karmelka.
Oba kociaki są rude, w tym samym wieku, pojawiły się niespodziewanie w okolicy mojej pracy - a to miejsce dość specyficzne, tam się pojawiają kociaki jedynie podrzucone.
Kotek w okolicy jak na lekarstwo, żadnego rudego kota. Zresztą, widywałabym je wcześniej gdyby były miejscowe.
Oba maluchy są niezwykle przyjazne, ufne, miziaste.

Widać że wcześniej nie zaznały wiele złego do czasu gdy podrosły i ktoś postanowił że czas się pozbyć kłopotu.
A wtedy dobre czasy się skończyły. Oba kociaki były wycieńczone bardzo, po najedzeniu się w domu każdy z nich padał i spał jak zabity dobę niemalże. Karmelek był pogryziony przez psa, mial dwa wielkie ropnie, jeden naprawdę głęboki.
Irysek był wymazany jakąś dziwną substancją na pyszczku i łapkach.
Oba były strasznie spragnione i głodne. 

[Rozmiar: 54826 bajtów]


Karmelek oczywiście został u nas.
Ale dla Iryska szukaliśmy domu. Dla wyjaśnienia - Irysek to ten ciemniejszy kocurek :)
Poszukiwania nie trwały długo, powiedziałabym wręcz że chętni się niemal bili o niego :)
Maluch zamieszkał u znajomych naszego lekarza weterynarii.

[Rozmiar: 58652 bajtów]


Ta kocia historia nie ma niestety dobrego zakończenia :(
Przynajmniej w połowie - bo Irysek ma się dobrze i jest zdrowy, szczęśliwy, pełen życia.

3 sierpinia 2010 r. Karmelek umarł na FIP.
Zachorował, a raczej objawy pokazały się troszkę więcej niż dwa tygodnie wcześniej. Możliwe że już były wcześniej ale w tym okresie panowały straszliwe upały i wszystkie nasze koty leżały dzień i noc plackiem, mało jadły i prawie się nie ruszały. Niestety, nagle zobaczyliśmy że Karmelkowi bardzo, z dnia na dzień dosłownie, mocno powiększył się brzuszek. Wizyta u naszej pani doktor nie dawała wielkich nadziei - w brzuszku był bardzo charakterystyczny płyn, badania krwi tylko potwierdziły diagnozę, Karmelek praktycznie wcale nie reagował na leczenie paliatywne i dwa tygodnie później odeszedł od nas.

[Rozmiar: 112766 bajtów]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz