sobota, 28 lutego 2015
Jedna rzecz, Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć
Dążymy do skucesu i chcemy jak najlepiej zorganizować swoje życie aby być bardziej produktywnym. Robimy wiele rzeczy na raz. Wchodzi nam to w krew tak bardzo, że skupienie się na jednej rzeczy wydaje się nudne. Buddysci zalecają, aby być tu i teraz i smakować życie skupiając się na tym do robimy w danej chwili. Ale dla nas wychowanych w kulturze zachodniej wydaje się to stratą czasu i nudą.
Książka GARY KELLER, JAY PAPASAN JEDNA RZECZ. ZASKAKUJĄCY MECHANIZM NIEZWYKŁYCH OSIĄGNIĘĆodpowiada na pytania czy warto robić wiele rzeczy na raz, czy warto narzucać sobie dyscyplinę, czy wystarczy "tylko chcieć". Przeczytaj a dowiesz się czy wszystko w twoim życiu jest jednakowo ważne i czy warto zajmować się wszystkim po trochu.
Książka jest świetnie napisana, fajnie się czyta i daje wiele życiowych porad, które się każdemu przydadzą.
Słyszymy, widzimy w TV, znanych ludzi, którzy osiągnęli sukces i wiemy, że mają wybitny talent do czegoś. Ale też poświęcili wiele pracy na dążeniu do celu a przede wszystkim skupili się na jednej najważniejszej rzeczy w swoim życiu. Ale tak naprawdę nie chodzi tylko o wyznaczenie sobie jednego celu. Zasada jednej rzeczy sprawdza się także w codziennym życiu i rozwiązywaniu codziennych problemów. W większości przypadków wystarczy zmienić jedną rzecz, aby cała reszta stała się prosta lub nieistotna.
Kocięta dwie strony medalu - Kot 8/2008
Po dwóch stronach lustra
Kotek, kociaczek -sam dźwięk tych słów sprawia, iż uśmiechamy się serdecznie. Oczami wyobraźni widzimy przecież małą p
uchatą kuleczkę, z zadartym ogonkiem, dziarsko maszerującą po podłodze.
Kuleczka ma puszyste, czyste i jeszcze pachnące kocią mamą futerko. Gdy śpi, przybiera zabawne pozy, rozkosznie mruczy. Kiedy słod
Kuleczka ma puszyste, czyste i jeszcze pachnące kocią mamą futerko. Gdy śpi, przybiera zabawne pozy, rozkosznie mruczy. Kiedy słod
ko ziewa, robi "koci grzbiet" lub wesoło biega za kolorową piłeczką, ma się ochotę porwać to małe cudo na ręce i ucałować w śliczną mordkę. Taki właśnie jest obraz kociaka, który na co dzień widzimy w reklamach telewizyjnych kocich karm. Tak wyglądają rasowe rodowodowe maluchy urodzone i mieszkające w domach pod opieką człowieka. To wskazując na takiego właśnie mruczącego tygryska, nasze dziecko zawoła: "Tato, mamo, ja chcem kotka!"
My, ze względu na rodzaj wykonywanej przez moją siostrę pracy (lekarz weterynarii), zobaczyliśmy, niczym Alicja z książek Lewisa Carrolla, kocięce życie z drugiej strony lustra. Po tej drugiej stronie również mieszkają kocięta. Nie wszystkie są tak radosne i szczęśliwe jak te urodzone w domu. Część z nich w ogóle nie przypomina puchatej kuleczki, mają katar, często zapalenie płuc.
Tych kociąt nikt nie kocha, nie są to te wymarzone, wyczekane małe tygrysy. My je nazwaliśmy niechcianymi. Co roku do lecznicy trafiają takie niechciane kociaki, pozostawione w poczekalni, powieszone w reklamówce na klamce gabinetu. Schroniska pękają w szwach od tych niechcianych ma
Tych kociąt nikt nie kocha, nie są to te wymarzone, wyczekane małe tygrysy. My je nazwaliśmy niechcianymi. Co roku do lecznicy trafiają takie niechciane kociaki, pozostawione w poczekalni, powieszone w reklamówce na klamce gabinetu. Schroniska pękają w szwach od tych niechcianych ma
łych kuleczek. Takiemu zasmarkanemu kociakowi można pomóc, odpowiednie leki, kropelki do oczu, noska czy uszu i z dnia na dzień kupka nieszczęścia puchacieje, odzyskuje humor, zaczyna się bawić niczym maluch wychowany w domowych pieleszach. Odchuchany, wypielęgnowany tygrysek znajduje własny dom i sadowiąc się na kolanach pana lub pani, słodko mruczy, opowiadając kocie bajki. Wtedy my się uśmiechamy, gdyż codzienna pielęgnacja i opieka nad tym czymś, co tylko przypominało kociaka, zaowocowała szczęśliwym zakończeniem.
Niestety nie wszystkie niechciane kocięta uda się uratować. W tym roku w naszym mieście, Łodzi wprowadzono program zapobiegania bezdomności zwierząt, o którym szerzej piszemy w tym numerze KOTA. W innych miastach Polski również istnieją takie programy, jednak by ich realizacja mogła zakończyć się sukcesem, potrzebne jest zrozumienie problemu, edukacja i pomoc zarówno ze strony karmicielek, jak i nas - mieszkańców miast i wsi.
Jak zwykły posiadacz kota może pomóc w walce z bezdomnością? Sposób jest bardzo prosty: nie rozmnażajmy naszych domowych tygrysów, jeśli nie są to koty z rodowodem, posiadające licencję hodowlaną. Często słyszymy argumenty, że przecież dzieci Misi znajdą najwspanialsze domy na świecie i nie trafią na ulicę. Tylko czy takie domy znajdą również wnuki lub prawnuki Misi? Czy za kilka lat programy walki z bezdomnością nie obejmą potomków mruczących właśnie na naszych kolanach kotów? Czy nie dołączą one do tych niechcianych maluchów zza drugiej strony lustra?
Jeśli świadomie, poprzez sterylizację, uda nam się ograniczyć populację kotów bezdomnych, wtedy kocięta z jednej i z drugiej strony lustra będą tak samo kochane i wywołają taki sam serdeczny uśmiech na naszych twarzach.
zosia&ziemowit - KOT 7-8 - marzec 2008
Niestety nie wszystkie niechciane kocięta uda się uratować. W tym roku w naszym mieście, Łodzi wprowadzono program zapobiegania bezdomności zwierząt, o którym szerzej piszemy w tym numerze KOTA. W innych miastach Polski również istnieją takie programy, jednak by ich realizacja mogła zakończyć się sukcesem, potrzebne jest zrozumienie problemu, edukacja i pomoc zarówno ze strony karmicielek, jak i nas - mieszkańców miast i wsi.
Jak zwykły posiadacz kota może pomóc w walce z bezdomnością? Sposób jest bardzo prosty: nie rozmnażajmy naszych domowych tygrysów, jeśli nie są to koty z rodowodem, posiadające licencję hodowlaną. Często słyszymy argumenty, że przecież dzieci Misi znajdą najwspanialsze domy na świecie i nie trafią na ulicę. Tylko czy takie domy znajdą również wnuki lub prawnuki Misi? Czy za kilka lat programy walki z bezdomnością nie obejmą potomków mruczących właśnie na naszych kolanach kotów? Czy nie dołączą one do tych niechcianych maluchów zza drugiej strony lustra?
Jeśli świadomie, poprzez sterylizację, uda nam się ograniczyć populację kotów bezdomnych, wtedy kocięta z jednej i z drugiej strony lustra będą tak samo kochane i wywołają taki sam serdeczny uśmiech na naszych twarzach.
zosia&ziemowit - KOT 7-8 - marzec 2008
- nie chorują na ropomacicze,
- dużo rzadziej chorują na guza sutka,
- nie wrzeszczą jak opętane w czasie rui i nie posikują po kątach, znacząc teren,
- nie zachodzą w ciążę i nie rodzą, a więc nie mają komplikacji zdrowotnych z tym związanych,
- nie przynoszą na świat kolejnych (niechcianych) kotów, dla których trudno o dobre domy,
- nie zarażają się niebezpiecznymi i nieuleczalnymi chorobami wirusowymi podczas prokreacji.
- nie są agresywne,
- nie znaczą terenu (którym jest często nasze własne mieszkanie),
- nie włóczą się, ryzykując swoje zdrowie i życie,
- nie zarażają się chorobami wirusowymi podczas walk z innymi kocurami lub podczas prokreacji,
- nie płodzą kociąt.
Same korzyści dla egoistycznego opiekuna, nieprawdaż? A że przy okazji skorzystają na tym nasze koty - no cóż, chyba nic w tym złego, nawet dla egoisty.
Jana Zamięcka
Pisząc artykuł korzystałam z informacji uzyskanych od lekarza weterynarii oraz zawartych na www.vetserwis.pl
Jana Zamięcka
Pisząc artykuł korzystałam z informacji uzyskanych od lekarza weterynarii oraz zawartych na www.vetserwis.pl
Sterylizacja i kastracja - Kot 3/2008
Egoistyczny punkt widzeniaJestem egoistką. I dlatego moje koty są wykastrowane.
Pierwsza kotka, która była naprawdę moja, to Mysza. Zamieszkała u mnie pewnego listopadowego dnia, jako około ośmiomiesięczna koteczka - z nadejściem chłodów postanowiła się oswoić i zamiast uciec jak zwykle po karmieniu, po prostu weszła do biura i dała się pogłaskać. Więc zabrałam ją do domu. Mysza przez kilka lat miała rujki, na szczęście niezbyt uciążliwe, nie wydzierała się wniebogłosy, nie sikała po kątach. Mysza nie była kotem wychodzącym i nie groziło jej zajście w ciążę, więc znosiliśmy jakoś jej ruje; aż w końcu nasiliły się, były coraz częstsze i dłuższe. Trzeba było coś zrobić. Kochałam moją Myszę bardzo, nie chciałam jej narażać na operację, na ból, więc dostała zastrzyk hormonalny, który miał na pół roku rozwiązać problem. Rujkowego problemu nie było, owszem, ale tylko przez dwa miesiące. Mysza dostała kolejny zastrzyk, a po dwóch tygodniach - kolejną ruję. Lekarz weterynarii zaproponował jednak sterylizację, skoro hormony nie działają tak, jak powinny. Z ciężkim sercem zaniosłam swoją ukochaną kotkę na zabieg. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, że tak ją krzywdzę...
Teraz jestem już egoistką. Nie chcę więcej przeżywać takiego dramatu, nie chcę mieć wyrzutów sumienia, że przez moją niemądrą miłość mogę stracić kolejną kotkę. Dziś już wiem, że podawanie kotce hormonów może spowodować takie choroby, jak ropomacicze i guzy sutka. Co więcej - pozwalanie kotce na rujkowanie również może mieć negatywne skutki. "W naturze" kotka ma kilka rujek w ciągu roku (dwie-cztery), po których zachodzi w ciążę i rodzi kocięta. Jeżeli po rui nie następuje zapłodnienie, kolejna może pojawić się bardzo szybko, często kotki wpadają w tzw. ruję permanentną. Taka duża aktywność hormonów również może powodować wyżej wspomniane choroby.
Zdarza się, że ropomacicze doprowadza do śmierci kotki. Charakterystycznym objawem choroby jest ropny wyciek z narządów rodnych (występuje przy ropomaciczu otwartym). Szybko zauważoną chorobę można próbować wyleczyć antybiotykami, najczęściej jednak skuteczne leczenie polega na operacji, takiej jak sterylizacja - tyle że w czasie choroby, kiedy kotka jest w dużo gorszej kondycji, a operacja jest o wiele ryzykowniejsza. Gorzej, jeśli wystąpi ropomacicze zamknięte, wtedy ropa nie ma ujścia, stan zapalny rozwija się bez oczywistych objawów i może dojść do perforacji macicy i zapalenia otrzewnej.
Nowotwory sutka to zwykle guzy tzw. hormonozależne, złośliwe w ok. 90%. Jakikolwiek guzek na brzuchu kotki, w okolicach sutków, powinien nas zaalarmować. Im szybciej kotka trafi do lekarza wterynarii, a guzek zostanie usunięty, tym większe szanse na wyleczenie. Guzy powinno się usuwać wraz całą listwą mleczną (mastektomia), z dużym marginesem zdrowej tkanki. Warto wysłać wycinek na badanie histopatologiczne, żeby sprawdzić, czy zmiana jest złośliwa, czy nie. Jeśli guz jest złośliwy, może dawać przerzuty do węzłów chłonnych, a potem do płuc, dlatego tak ważna jest szybka reakcja - ale jeszcze ważniejsza jest profilaktyka.
Moje kotki, zarówno rezydentki, jak i te do adopcji, zostały wysterylizowane; większość przed pierwszą rują. Każda prawidłowo przeprowadzona sterylizacja eliminuje ryzyko zachorowania na ropomacicze i poważnie ogranicza zachorowalność na guzy sutka. Co więcej - sterylizacja przed pierwszą rują mocno ogranicza wystąpienie tej drugiej choroby. Jako osoba samolubna, sterylizując swoje kotki, unikam przeżywania obaw, że któraś z nich cierpieć na choroby, o których piszę wyżej. Wszystkie mamy spokój.
Na czym polega sterylizacja (a prawidłowo mówiąc - kastracja) kotki? Jest to usunięcie jajników, jajowodów i macicy. Operację można przeprowadzić na kilka sposobów, ale ja wybieram chirurga, który operuje krótkim cięciem, na linii białej. Znaczy to, że cięcie ma około 1 cm i jest na środku brzuszka. Po takiej sterylizacji kotka dojdzie do siebie błyskawicznie; bywa, że już następnego dnia zachowuje się, jakby nie miała żadnego zabiegu. Jeżeli kotka nie interesuje się szwami, nie trzeba rany zabezpieczać, ale jeśli wykazuje niezdrowe zainteresowanie brzuchem, zakładam jej kaftanik kupiony w lecznicy. Takie ubranko chroni ranę przed językiem i zębami kotki (miałam już kotkę, która zawzięcie zdejmowała sobie szwy), przed brudem (np. żwirkiem w kuwecie), a dodatkowo troszkę unieruchamia kotkę, co sprzyja szybszemu gojeniu rany. Jeżeli kotka ubrana w kaftan jest smutna i nieruchawa, to znaczy, że ma "depresję kaftanową - nie należy się tym przejmować, bo depresja ustąpi natychmiast po zdjęciu krępującego ubranka (po zagojeniu się szwu).
Przed sterylizacją trzeba kotkę przebadać. Można na wszelki wypadek zrobić badania krwi, żeby mieć pewność, że nerki i wątroba pracują prawidłowo. Pamiętajmy też, że kotka musi być odrobaczona i zaszczepiona. Pacjentka musi być na czczo, więc kilkanaście godzin przed planowaną operacją zabieramy jej wszelkie jedzenie, a na kilka godzin przed - wodę. Po sterylizacji kotkę odbieramy już wybudzoną (nie wolno zabierać z lecznicy niewybudzonego kota!), ale jeszcze trochę pod wpływem narkozy, więc może być niespokojna, próbować skakać mimo plączących się łapek - trzeba pilnować, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Jedzenie i wodę podajemy kilka godzin po operacji, na początku w małych ilościach - jeżeli kotka wymiotuje, odstawiamy jedzenie do następnego dnia. Nazajutrz kotka powinna zachowywać się już normalnie, ale jeżeli widzimy oznaki bólu, można podać środki przeciwbólowe. Zazwyczaj podaje się również antybiotyk, osłonowo. Jeżeli kotka ma szwy, które się nie rozpuszczają, lekarz zdejmuje je po 10 dniach od zabiegu.
A może by tak pozwolić kotce urodzić kocięta? Przecież sterylizując, pozbawiam ją możliwości bycia matką. W dodatku "mówi się", że kotka powinna mieć co najmniej raz w życiu kociaki, że inaczej zwariuje... Tak, tak. I jeszcze "mówi się", że koty śpiącym ludziom wysysają oddech, mogą przegryźć grdykę, a małe dziecko to na bank uduszą. Konieczność co najmniej jednego miotu w życiu kotki to taki sam mit. Kotki nie myślą abstrakcyjnie, nie planują macierzyństwa, nie oczekują swoich dzieci tak jak ludzie. Rozmnażanie to dla nich instynkt, który popycha je do aktu prokreacji (nota bene - bardzo bolesnego dla kotki, ponieważ ma owulację stymulowaną bólem podczas spółkowania, stąd te krzyki marcujących kotów), instynkt macierzyński pojawia się dopiero na skutek porodu. Co gorsza, komplikacje w ciąży i przy porodzie nie są wcale takie rzadkie, jak by się to mogło wydawać, a do zapewnienia odpowiedniej opieki kociętom i ich matce potrzeba sporych środków finansowych - wystarczy zapytać hodowców kotów rasowych, jak to wygląda i ile kosztuje. W dodatku kotów nierasowych, najwspanialszych na świecie dachowców, jest bardzo dużo, za dużo. Wiele ich żyje na wolności, wiele rodzi się w piwnicach czy krzakach i zbyt wiele umiera niedobrą śmiercią. Od kilku lat zajmuję się również kotami wolno żyjącymi i bywam w piwnicach, gdzie kocięta rodzą się, chorują i umierają. Jako że jestem egoistką i mam na względzie własne dobro, nie rozmnażam kotek pod moją opieką - nie chcę mieć wyrzutów sumienia, że kocięta urodzone w moim domu zabrały szansę na dom tym z jakiejś brudnej piwnicy. Gdyby moja kotka urodziła kocięta, nie miałabym miejsca w moim domu na oswojenie i leczenie kociaków piwnicznych. One również zasługują na dobre życie i dom. Swoją egoistyczną potrzebę niańczenia kociąt zaspokajam więc inaczej - jestem domem tymczasowym dla maluchów, które urodziły się, bo ich matka jest dzika i nie została jeszcze wysterylizowana, nie miał kto się nią zaopiekować.
Kocury mam również, i również wykastrowane, jakże by inaczej. Po co takiemu samolubowi jak ja agresywny kocur znaczący mieszkanie? Dojrzałe kocury są bardzo waleczne i zostawiają swoje "pachnące wizytówki" gdzie tylko się da. Kastracja temu zapobiega. Przy okazji chciałabym się rozprawić z kolejnym mitem - że po kastracji kocury cierpią na syndrom urologiczny, mają problemy z nerkami i pęcherzem. Faktycznie, nerki to narząd bardzo wrażliwy u kotów, zaś cewka moczowa kocurów jest długa i wąska, a przez to ma większą skłonność do "zatykania" się, jeśli w moczu są kryształy, ale nie znaleziono żadnego powiązania pomiędzy kastracją kocura a zapadaniem na choroby pęcherza. Kocury żyjące w domu (w większości kastraty), jeśli zachorują na SUK lub nerki, są diagnozowane i leczone, a kocury wolno żyjące, niekastrowane - po prostu umierają i nikt nie docieka przyczyny ich śmierci. Tak powstało mityczne powiązanie kastracji z chorym pęcherzem...
Kastracja kocura to zabieg dużo lżejszy niż kastracja kotki - trwa krócej i stosuje się krótszą narkozę. Przygotowanie pacjenta do zabiegu wygląda podobnie jak u kotki, czyli głodówka odpowiednio wcześniej i niepodawanie jedzenia jeszcze kilka godzin po zabiegu. Kocurowi nie zakłada się żadnych szwów zewnętrznych, a ranki goją się błyskawicznie - trzeba tylko pilnować, żeby ich nie rozlizał.
Gdybym mieszkała w domu z ogrodem, w bardzo bezpiecznej okolicy, a moje koty byłyby wychodzące (ach, rozmarzyłam się - kto by nie chciał mieć ogrodu...?), teoretycznie problem znaczenia i smrodu by mnie dotyczył, bo wychodzący kocur zostawiałby swoje "wizytówki" na zewnątrz. Niestety, zapewne również by się włóczył i walczył z innymi kocurami o kotki, a z kotkami by... No, wiadomo. A ja żyłabym w ciągłym niepokoju i nerwach, czy mój kocur wróci, czy wróci cały, wreszcie - czy nie zarazi się jedną z kocich chorób wirusowych przenoszonych przez ugryzienia lub spółkowanie. Na białaczkę zakaźną można kota zaszczepić, ale nie istnieje szczepienie na FIV, a ta właśnie choroba jest nieuleczalna i przenoszona przez krew. To nie na moje nerwy - nawet mając wychodzące koty, wykastrowałabym je, bo w ten sposób można istotnie ograniczyć ich zapędy do włóczęgostwa, walki, a całkowicie wyeliminować amory.
No dobrze, a gdybym mieszkała na wsi, gdyby moje koty miały za zadanie łowić myszy? Kastraci i kastratki przestają być łowne, tak "się mówi". A ja odpowiadam, słowami mojej koleżanki - czy kotka poluje jajnikami, a kocur jądrami? Wiadomo, że nie. Kastracja nie wpływa negatywnie na łowność kota czy kotki, wręcz przeciwnie - wykastrowany kot ma jeden "problem" z głowy, nie zajmuje się już marcowaniem, ma więcej czasu i energii na zaspokajanie swojego innego instynktu, czyli na polowanie. Gdybym mieszkała na wsi, moje koty byłyby wykastrowane, dla mojego dobra - żeby łowiły więcej myszy.
Marzenia o domu z ogrodem są tylko marzeniami, moje koty mieszkają ze mną w mieście i nie wychodzą z mieszkania. I nie są grube, a przecież - kolejny mit - "mówi się", że po kastracji koty tyją. Gruby kot to nie wina kastracji, a opiekuna tego kota! Jeśli zwierzę jest przekarmiane, jeżeli nie ma dużo ruchu, nic dziwnego, że tyje. Kota trzeba wybawić i odpowiednio karmić, a wtedy zachowa piękną linię do końca życia - a kastraty żyją dłużej.
Reasumując - namawiam do egoizmu. Tak, namawiam do bycia egoistą i kastrowania niehodowlanych kotek i kocurów. Kastrujmy koty dla własnego (i ich) świętego spokoju, bo wykastrowane kotki:
Kastracja i sterylizacja - Kot 13/2006
Kastracji i sterylizacji mówimy TAK!
Lato powoli się kończy. Za chwilę nadejdą chłodniejsze dni i wielu z nas poczuje bolesny skurcz serca na widok marznących, bezdomnych kotów. Co zrobić, aby ograniczyć populację niechcianych zwierząt? O sterylizacji i kastracji pisaliśmy już w KOCIE nie raz, ale przypomnijmy, co możemy zrobić, żeby zapobiec niekontrolowanemu rozmnażaniu kotów.
Antykoncepcja u kotów polega na sterylizacji chirurgicznej lub farmakologicznej (czasowej) oraz kastracji.
Sterylizacja chirurgiczna - podwiązanie jajowodów (u kotek) lub nasieniowodów (u kocurów) bez usuwania gonad i przydatków.
Sterylizacja farmakologiczna - podawanie preparatów zawierających syntetyczne pochodne progesteronu tzw. progestageny (leki te mogą mieć działanie uboczne i powodować ropomacicze, cukrzycę lub sprzyjać rozwojowi złośliwych guzów gruczołu mlekowego u kotek). Progestageny występują w postaci doustnej oraz iniekcyjnej.
Kastracja - najlepsza z metod pozbawiania płodności, polegająca na usunięciu jajników (owariektomia) lub usunięciu jajników i macicy (owariohisteriektomia) u kotek, albo usunięciu jąder u kocurów. Kastrację kotek wykonuje się zazwyczaj między 5. a 12. miesiącem życia. Zabieg owariektomii jest wykonywany u nas rzadko, najczęściej przeprowadzamy zabieg owariohisteriektomii. Kastracja kocura wykonywana jest najczęściej w wieku od 7 do 12 miesięcy. Koty mogą być jednak poddane zabiegowi kastracji nawet w wieku 3 miesięcy, bez względu na płeć.
Wszystkie opisane metody antykoncepcji są bezpieczne i polecane przez lekarzy weterynarii. Pamiętajmy, że większość lecznic weterynaryjnych każdej wiosny przeprowadza akcje kastracji po obniżonych cenach, dzięki czemu opiekunowie bezdomnych zwierząt mogą powstrzymać ich nadmierne rozmnażanie i sprawić, że na naszych ulicach i podwórkach mniej będzie nieszczęśliwych, skazanych na trudną walkę o byt stworzeń.
Lek. wet. Jarosław Balcerak, Magazyn KOT 13 - wrzesień 2006
Antykoncepcja u kotów polega na sterylizacji chirurgicznej lub farmakologicznej (czasowej) oraz kastracji.
Sterylizacja chirurgiczna - podwiązanie jajowodów (u kotek) lub nasieniowodów (u kocurów) bez usuwania gonad i przydatków.
Sterylizacja farmakologiczna - podawanie preparatów zawierających syntetyczne pochodne progesteronu tzw. progestageny (leki te mogą mieć działanie uboczne i powodować ropomacicze, cukrzycę lub sprzyjać rozwojowi złośliwych guzów gruczołu mlekowego u kotek). Progestageny występują w postaci doustnej oraz iniekcyjnej.
Kastracja - najlepsza z metod pozbawiania płodności, polegająca na usunięciu jajników (owariektomia) lub usunięciu jajników i macicy (owariohisteriektomia) u kotek, albo usunięciu jąder u kocurów. Kastrację kotek wykonuje się zazwyczaj między 5. a 12. miesiącem życia. Zabieg owariektomii jest wykonywany u nas rzadko, najczęściej przeprowadzamy zabieg owariohisteriektomii. Kastracja kocura wykonywana jest najczęściej w wieku od 7 do 12 miesięcy. Koty mogą być jednak poddane zabiegowi kastracji nawet w wieku 3 miesięcy, bez względu na płeć.
Wszystkie opisane metody antykoncepcji są bezpieczne i polecane przez lekarzy weterynarii. Pamiętajmy, że większość lecznic weterynaryjnych każdej wiosny przeprowadza akcje kastracji po obniżonych cenach, dzięki czemu opiekunowie bezdomnych zwierząt mogą powstrzymać ich nadmierne rozmnażanie i sprawić, że na naszych ulicach i podwórkach mniej będzie nieszczęśliwych, skazanych na trudną walkę o byt stworzeń.
Lek. wet. Jarosław Balcerak, Magazyn KOT 13 - wrzesień 2006
Zapraszamy na stronę internetową - www.galaktyka.com.pl
Sterylizacja Mity i Fakty
Mity i fakty na temat sterylizacji kotów i psów
WETERYNARZ RADZI:
Nadmierna populacja psów i kotów jest istotnym problemem, dotyczącym nas wszystkich. Wiele kotów i psów przebywa w schroniska, które są "więzieniem za niewinność". Zwierzęta cierpią z powodu chorób wirusowych i zdarza się, że są usypiane z powodu zbyt małej ilości domowych adopcji.
Nadmierna populacja psów i kotów jest istotnym problemem, dotyczącym nas wszystkich. Wiele kotów i psów przebywa w schroniska, które są "więzieniem za niewinność". Zwierzęta cierpią z powodu chorób wirusowych i zdarza się, że są usypiane z powodu zbyt małej ilości domowych adopcji.
Chirurgiczna sterylizacja jest najlepszym sposobem rozwiązania problemu nadmiernego rozmnażania zwierząt; dotyczy zarówno samic jak i samców. Sterylizacja zapobiega urodzeniu się niechcianych kociąt i szczeniąt, dla których brakuje domów i które mogą być skazane na poniewierkę.
Zanim dopuścisz do prokreacji Twojego psa czy kota, poznaj mity i fakty:
MIT: Wysterylizowane psy i koty bardziej chorują.
FAKTY: Wysterylizowane samce kotów żyją średnio o dwa lata dłużej niż nie sterylizowane. Zachorowania na nowotwory złośliwe i podatność na infekcje , szczególnie dróg moczowych, spada u kotów i psów o 98%.
FAKTY: Wysterylizowane samce kotów żyją średnio o dwa lata dłużej niż nie sterylizowane. Zachorowania na nowotwory złośliwe i podatność na infekcje , szczególnie dróg moczowych, spada u kotów i psów o 98%.
MIT: Kotka i suka powinna raz urodzić aby poprawił się jej charakter.
FAKTY: Nie ma na to żadnych naukowych dowodów. Przeciwnie zwierzęta wysterylizowane przed ich pierwszą rują są mniej kapryśne, mniej zaczepne i zdrowsze niż nie sterylizowane. Ponadto niektóre kłopoty behawioralne jak agresja, brudzenie, znaczenie (także u kotek), ustępuje po sterylizacji.
FAKTY: Nie ma na to żadnych naukowych dowodów. Przeciwnie zwierzęta wysterylizowane przed ich pierwszą rują są mniej kapryśne, mniej zaczepne i zdrowsze niż nie sterylizowane. Ponadto niektóre kłopoty behawioralne jak agresja, brudzenie, znaczenie (także u kotek), ustępuje po sterylizacji.
MIT: Charakte psa lub kota pogorszy się po zabiegu.
FAKTY: Całkiem odwrotnie. Psy i koty po sterylizacji nie mają skłonnośc do włóczęgi,czyli nie uciekają i nie giną.
FAKTY: Całkiem odwrotnie. Psy i koty po sterylizacji nie mają skłonnośc do włóczęgi,czyli nie uciekają i nie giną.
Przywiązują się silniej do ludzi i mają mniej kłopotliwych nawyków, jak np. wdawanie się w bójki i opryskiwanie moczem swego terytorium. Są spokojniejsze, łagodniejsze i stają się bardziej przyjaznymi towarzyszami człowieka.
MIT: Moje kocięta/szczeniaki są takie urocze... bez trudu znajdę dla nich dom.
FAKTY: Niestety nie wystarcza życzliwych i odpowiedzialnych domów dla wszystkich kociąt i szczeniąt. Ilość kociąt i szczeniąt jest dużo większa niż ilość ew. domów. Większość wszystkich, urodzonych każdego roku psów i kotów umiera w schroniskach, laboratoriach i na ulicach.
FAKTY: Niestety nie wystarcza życzliwych i odpowiedzialnych domów dla wszystkich kociąt i szczeniąt. Ilość kociąt i szczeniąt jest dużo większa niż ilość ew. domów. Większość wszystkich, urodzonych każdego roku psów i kotów umiera w schroniskach, laboratoriach i na ulicach.
Przeciwnicy sterylizacji dopuszczają do rozmnożenia zwierząt liczą na to że rozdadzą je wśród znajomych. Oddają je ludziom niedopowiedzialnym byle by tylko się pozbyć. Skutkiem tego te urocze zwierzątka są po cichu wyrzucane na śmietnik lub wyworzone do lasu.
Czy chcesz żeby twoje urocze kociaczki/szczeniaczki, dzieci twojej ulubionej kotki/suczki, której chciałeś zapewnić przeżycie macierzyństwa, wylądowaly na śmietniku lub w schronisku?
MIT: Sterylizacja jest nienaturalna. Nie powinniśmy ingerować w przebieg procesów naturalnych.
FAKTY: Udomowione psy i koty są hodowane przez ludzi dla towarzystwa. Sterylizacja jest humanitarnym rozwiązaniem problemu nadprodukcji zwierząt dla których nie ma odpowiednich warunków do życia. Człowiek od zaranie dziejów ingeruje w procesy naturlane i nikt nie widzi w tym niczego złego - ograniczanie miejsca do życia dla zwierząt, wycinanie lasów, zatruwanie środowiska, hodowanie ras zwierząt, itp. Czy jest moralne powoływanie do życia istot, którym nie zapewnia się godziwych warunków do życia? Czy można mnożyć zwierzęta dla których nie ma pozywienia, schronienia, domów i które życie spędzą w schroniskach, które są właściwie więzieniem za niewinność.
FAKTY: Udomowione psy i koty są hodowane przez ludzi dla towarzystwa. Sterylizacja jest humanitarnym rozwiązaniem problemu nadprodukcji zwierząt dla których nie ma odpowiednich warunków do życia. Człowiek od zaranie dziejów ingeruje w procesy naturlane i nikt nie widzi w tym niczego złego - ograniczanie miejsca do życia dla zwierząt, wycinanie lasów, zatruwanie środowiska, hodowanie ras zwierząt, itp. Czy jest moralne powoływanie do życia istot, którym nie zapewnia się godziwych warunków do życia? Czy można mnożyć zwierzęta dla których nie ma pozywienia, schronienia, domów i które życie spędzą w schroniskach, które są właściwie więzieniem za niewinność.
MIT: Operacja sterylizacji jest ryzykowna.
FAKTY: Zabiegi sterylizacji są bezpieczne i przeprowadzane przez weterynarzy rutynowo. Polegają na usunięciu fragmentów układu płciowego (rozrodczego) i mogą być dokonywane już na kilkumiesięcznych zwierzętach. Powrót do normalnej aktywności następuje po kilku dniach od zabiegu.
FAKTY: Zabiegi sterylizacji są bezpieczne i przeprowadzane przez weterynarzy rutynowo. Polegają na usunięciu fragmentów układu płciowego (rozrodczego) i mogą być dokonywane już na kilkumiesięcznych zwierzętach. Powrót do normalnej aktywności następuje po kilku dniach od zabiegu.
Małe, zaniedbane i głodne kotki piwniczne
to skutek niekontrolowanego rozmnażania bezdomnych kotów
Dlatego Fundacja Canis prowadzi akcje sterylizacji piwnicznych kotek
Kotek na zdjęciu znalazł troskliwy dom i jest szczęśliwy.
Ale wiele innych czeka na Twoją pomoc.
Ale wiele innych czeka na Twoją pomoc.
Akurat w tym miejscu koty nie były krzywdzone. Ludzie tolerują obecność kotów w piwnicach i na podwórkach. Jednak nie były one prawidłowo dokarmiane. W roku 2001 w wyniku akcji Canis wszystkie kotki z tego osiedla zostały odłowione, wysterylizowane a następnie wypuszczone. Również wszystkie kocięta zostały odłowione. Wszyskie były zarobaczone, z grzybicą i niedożywione. Po wyleczeniu, zaszczepieniu znalazły domy.
Program: Złap, wysterylizuj, wypuść
Zgodnie z doświadczeniem Fundacji Canis, koty po sterylizacji należy przetrzymywać dłużej niż doradzają Amerykanie. Okres przechowywania powinien wynosić:
- Kotka - 7 - 14 dni
- Kocur - 2 - 4 dni
Po operacji mogą wystąpić powikłania. Szwy mogą się rozejść lub kot może ranę wylizać. Należy obserwować czy kot je, pije, wypróżnia się. Dopiero co najmniej po 7 dniach można mieć pewność, że kotka doszła do siebie i może zostać wypuszczona. Jeśli na dworze jest zimno należy ten okres trochę przedłużyć. Wczesne wypuszczenie wiąże się też z niebezpieczeństwem zabrudzenia i zainfekowania rany operacyjnej przez kota.
Ponieważ kotka będzie przechowywana dłużej, nie może być trzymana w wąskiej klatce łapce. Należy ją przełożyć do dużej klatki wystawowej, gdzie zmieści się też kuweta i miseczki z jedzenie i wodą. Kot łatwo przechodzi z jednej klatki do drugiej, jednak trzeba być bardzo ostrożnym i dokładnie zsunąć otwory obu klatek aby uniemożliwić kotu ucieczkę.
Po operacji należy kota ostrożnie umieścić w klatce. Niektóre lecznice weterynaryjne wydają koty jeszcze nie rozbudzone. Do takiego kota należy częściej zaglądać i obserwować co się z nim dzieje aby szybko zauważyć nieprawidłowości i ewentualnie zasięgnąć porady lekarskiej. Kota należy okryć aby miał ciepło. Pomieszczenie, w którym stawiamy klatkę, musi być ciepłe, gdyż kot bezpośrednio po operacji narażony jest na groźnie dla jego życia przeziębienie. Na początku nie wstawia się do klatki kuwety, wody ani jedzenia. Kot nie jest w stanie załatwić się do kuwety dlatego należy sprawdzać i wymieniać posłanie aby nie leżał na mokrym.
Klatkę najlepiej wyłożyć niekolorowymi gazetami. Można wtedy łatwo zauważyć, gdyby pojawiły się ślady krwi.
Kotu powinno być ciepło, dlatego na początku dobrze jest dać kotu kocyk. Musimy się liczyć z tym, że kocyk zostanie zasikany.
Kotu powinno być ciepło, dlatego na początku dobrze jest dać kotu kocyk. Musimy się liczyć z tym, że kocyk zostanie zasikany.
Po kilku godzinach wstawiamy do klatki kuwetę ze żwirkiem i miseczkę wody.
Lepszym rozwiązaniem jest wstawienie kuwety wypełnionej tylko gazetami. Uniemożliwi to kotu rozsypanie żwirku i ew. przyklejeniu go do rany. Zdarzają się jednak koty, które nie załatwią się do gazet i żwirek musi być.
Zagrzebywanie odchodów jest uwarunkowane genetycznie i większość kotów załatwia się do kuwety. Wyjątki mogą być spowodowane stresem. Należy wymieniać podkład aby kot był zawsze na suchym.
Po kilkunastu godzinach dajemy kotu jedzenie.
Zagrzebywanie odchodów jest uwarunkowane genetycznie i większość kotów załatwia się do kuwety. Wyjątki mogą być spowodowane stresem. Należy wymieniać podkład aby kot był zawsze na suchym.
Po kilkunastu godzinach dajemy kotu jedzenie.
Dziki kot nie wymaga poświęcania mu uwagi, głaskania.
Przeciwnie, należy zostawić go w jak największym spokoju. Klatka musi być przykryta materiałem (starym prześcieradłem lub kocem). Daje to kotu pewne poczucie bezpieczeństwa. Kot schwytany i poddany operacji, nie wie, że uwięzienie jest tylko chwilowe i to wszystko dzieje się dla jego dobra.
Należy zostawić go w ciszy i spokoju i unikać czegokolwiek co mogłoby go stresować.
Przeciwnie, należy zostawić go w jak największym spokoju. Klatka musi być przykryta materiałem (starym prześcieradłem lub kocem). Daje to kotu pewne poczucie bezpieczeństwa. Kot schwytany i poddany operacji, nie wie, że uwięzienie jest tylko chwilowe i to wszystko dzieje się dla jego dobra.
Należy zostawić go w ciszy i spokoju i unikać czegokolwiek co mogłoby go stresować.
Opieka nad dzikim kotem w klatce nie jest trudna. Wystarczy tylko 3-4 razy dziennie, wymienić kuwetę i dać świeże jedzenie i wodę. Ze względu na ranę ściółka nie może być mokra. Koty przeważnie załatwiają się do kuwety lecz często skrobiąc przewracają kuwetę, wylewają wodę. Dlatego ści
ółkę należy sprawdzać i wymieniać jeśli jest mokra. Do kuwety należy wsypać raczej mało żwirku. Niektóre koty potrafią rozsypać żwirek po całej klatce, misce z jedzeniem i wodą.
Kotki z reguły cofają się w głąb klatki. Jednak przy wymianie kuwety, wody i jedzenia trzeba być bardzo ostrożnym, najlepiej osłonić czymś ręce (np. posłużyć się pokrywką jak tarczą), gdyż dzika kotka może być bardzo agresywna. Należy sprawdzić dokładnie czy drzwiczki klatki są zamknięte. Klatka powinna stać całą powierzchnią na podłożu. Jeśli stoi na stole, nie powinna wystawać poza brzeg stołu.
Drzwiczki klatki trzeba otwierać ostrożnie, nie zostawiać otwartych, nie otwierać na całą szerokość, raczej wsuwać rękę tylko przez szparę. Dobrze jest zaopatrzyć się w patyk (bez ostrych zakończeń) aby za jego pomocą przesuwać miseczki w klatce.
Kilka razy dziennie będzie konieczność wymiany kuwety, wody, jedzenia, wyciągnięcie zabrudzonych papierów lub kocyków. Dobrze jest zaopatrzyć się w grube rękawice, albo rodzaj tarczy np. duża pokrywkę od garnka.
Czynności przy dzikim kocie należy wykonywać ostrożnie. Unikać otwierania klatki gdy w pomieszczeniu jest zamieszanie, przebywają obce osoby, ktoś głośno rozmawia, itp.
Drzwiczki klatki trzeba otwierać ostrożnie, nie zostawiać otwartych, nie otwierać na całą szerokość, raczej wsuwać rękę tylko przez szparę. Dobrze jest zaopatrzyć się w patyk (bez ostrych zakończeń) aby za jego pomocą przesuwać miseczki w klatce.
Kilka razy dziennie będzie konieczność wymiany kuwety, wody, jedzenia, wyciągnięcie zabrudzonych papierów lub kocyków. Dobrze jest zaopatrzyć się w grube rękawice, albo rodzaj tarczy np. duża pokrywkę od garnka.
Czynności przy dzikim kocie należy wykonywać ostrożnie. Unikać otwierania klatki gdy w pomieszczeniu jest zamieszanie, przebywają obce osoby, ktoś głośno rozmawia, itp.
Generalnie klatka powinna być ustawiona w pomieszczeniu zacisznym, gdzie nie kręcą się ludzie. Nie można narażać kota na dodatkowy stres. Jeśli zauważymy, że kot jest bardzo zainteresowany, np. nie je, należy kota wypuścić wcześniej.
Jeśli kotu uda się wydostać z klatki, może on dokonać sporych zniszczeń w pomieszczeniu. Taki kot będzie się kierował do okna i ku górze. Będzie się wspinał na meble, żyrandol, karnisze zrzucając wszystko i tłukąc. Dlatego w pomieszczeniu, gdzie się przechowuje dzikie koty, okna powinny być zamknięte albo bardzo dobrze zabezpieczone. Złapanie takiego kota i ponowne umieszczenie w klatce jest bardzo trudne.
Zdecydowanie nie należy kota gonić. Aby uniknąć zniszczeń w mieszkaniu i stresowania kota, należy odczekać godzinę lub dłużej. Kot znajdzie sobie jakąś kryjówkę. Można przystawić tam otwarty transporter i ostrożnie skłonić kota żeby spróbował się w nim ukryć.
Zdarzają się koty pół oswojone, które dają się głaskać. Jednak nawet w takim przypadku trzeba być bardzo ostrożnym, nie wypuszczać go z klatki, nie głaskać i nie starać się oswajać. Może to być pozorne i po wypuszczeniu kot będzie się zachowywał jak dziki - uciekał, chował się.
Może się też okazać, że kot jest całkowicie oswojony, że jest to domowy kot, który został kiedyś przez kogoś wyrzucony. Niektóre koty przyzwyczajone do karmiciela okazują się łagodne. Wtedy najlepszym rozwiązaniem będzie znaleźć mu nowy dom.
Należy obserwować zachowanie się kota:
- kot dziki będzie siedział cicho, w pozycji na 4 łapach, oczy otwarte i patrzy prosto, przy zbliżeniu ręki fuczy i może bić łapą. Nie miauczy i poza fuczeniem nie wydaje żadnych dźwięków.
- jeśli kot położy się w klatce na boku w pozycji zrelaksowanej, z wyciągniętymi łapami, lub zwinie się w kłębek, śpi w obecności człowieka, lub miauczy do człowieka - w większości przypadków jest to kot oswojony.
Trzeba takiego kota obserwować kilka dni, potem spróbować ostrożnie pogłaskać, później otworzyć klatkę i wziąć na ręce.
Może się też okazać, że kot jest całkowicie oswojony, że jest to domowy kot, który został kiedyś przez kogoś wyrzucony. Niektóre koty przyzwyczajone do karmiciela okazują się łagodne. Wtedy najlepszym rozwiązaniem będzie znaleźć mu nowy dom.
Należy obserwować zachowanie się kota:
- kot dziki będzie siedział cicho, w pozycji na 4 łapach, oczy otwarte i patrzy prosto, przy zbliżeniu ręki fuczy i może bić łapą. Nie miauczy i poza fuczeniem nie wydaje żadnych dźwięków.
- jeśli kot położy się w klatce na boku w pozycji zrelaksowanej, z wyciągniętymi łapami, lub zwinie się w kłębek, śpi w obecności człowieka, lub miauczy do człowieka - w większości przypadków jest to kot oswojony.
Trzeba takiego kota obserwować kilka dni, potem spróbować ostrożnie pogłaskać, później otworzyć klatkę i wziąć na ręce.
Zdjęcie zostało zrobione ok. 2002 roku kiedy to zaujmowałam się głównie przechowywaniem kotek po sterylizacji.
Klatki stały na stołach, poprzykrywane aby koty miały spokój i bardziej przytulne warunki.
Na przykładzie moich kotów
Michaelek - kot niewykastrowany
Michaelek nie został wykastrowany z powodu protestów rodziny i koleżanek. Twierdzili, że oznacza to krzywdzenie kota, którego pozbawia się radości życiowych. Znajomi opowiadali i swoim kocie, który znikał na całe lato. Potem powracał jesienią w strasznym stanie ale żył pełnią życia.
Michaelek nigdy nie znaczył, nie śmierdział. Po raz pierwszy wyszedł na ogródek gdy miał ok. rok i 2-3 miesiące. Wcześniej nie wychodził z domu ale nigdy nie posikiwał. Wydawało się, że kastracja nie jest konieczna. Kocur spędzał dnie siedząc na murku przed domem i sądziłam, że nie ciągnie go na łazęgi. Okolica jest spokojna, domki z ogródkami, więc można było przypuszczać, że nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo. Jednak zdarzały mu się parodniowe nieobecności. Powracał poważnie poraniony. Początkowo nie było tego widać pod sierścią ale były to trudno gojące się, ropiejące, głębokie rany od kocich kłów, a ich leczenie było bardzo kosztowne. Pewnego dnia Michaelek w ogólenie wrócił ze swojej łazęgi.
Michaelek nigdy nie znaczył, nie śmierdział. Po raz pierwszy wyszedł na ogródek gdy miał ok. rok i 2-3 miesiące. Wcześniej nie wychodził z domu ale nigdy nie posikiwał. Wydawało się, że kastracja nie jest konieczna. Kocur spędzał dnie siedząc na murku przed domem i sądziłam, że nie ciągnie go na łazęgi. Okolica jest spokojna, domki z ogródkami, więc można było przypuszczać, że nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo. Jednak zdarzały mu się parodniowe nieobecności. Powracał poważnie poraniony. Początkowo nie było tego widać pod sierścią ale były to trudno gojące się, ropiejące, głębokie rany od kocich kłów, a ich leczenie było bardzo kosztowne. Pewnego dnia Michaelek w ogólenie wrócił ze swojej łazęgi.
Filutek - kot wykastrowanay
Filutek bardzo wcześnie zaczął wykazywać samcze zwyczaje. W wieku 6 miesięcy zrobił kotce kociaczki. Stało się to nagle, a kotka w ogóle nie wykazywała oznak rui (była jeszcze za młoda na sterylizację). Gdy miał 8 miesięcy zaczął znaczyć. Kastrację przeszedł bardzo dobrze. Właściwie 2 dni przespał i to wszystko. Nie było żadnych problemów. Po zabiegu jego charatker w ogóle się nie zmienił. Dalej gania za kotką ale chyba już nie wie po co. Niestety Filutek to kocur, który ma brzydki zwyczaj sikanie w nieodpowiednich miejscach. Zaczęło się to gdy miał 4 miesiące i niestety kastracja nic tu nie pomogła.
Bartek - pies niewykastrowany
Bartek był pieskiem, który żył u nas 15 lat. Został uśpiony, gdyż na starość chorował. Nie został wykastrowany z tych samych powodów co Michaelek. Jego instynkt przedłużania gatunku zmuszał go do ciągłych ucieczek. Właściwie tylko czatował na okazje aby przemknąć się pod nogami wchodzących i wydostać na ulice. Wołanie nie dawało rezultatu. Był to piesek wyjątkowo brzydki, dlatego zapewne nikt go nie ukradł. Ojczym często szukał go i znajdował w dużej odległości od domu w watasze bezpańskich psów. Przeważnie jednak Bartek wracał sam. Trzeba było zwracać uwagę czy nie czeka przed furtką aby go wpuścić. Z braku suczek wałęsające się psy próbowały robić to między sobą. Bartek wracał do domu brudny, obsikany, wytarzany w nieczystościach. Był codziennie kąpany ale co z tego. Na drugi dzień było to samo.
Można powiedzieć, że piesek żył pełnią życia ale co to za życie. Właściwie rzadko był czysty i przez to był mało głaskany i pieszczony. Aż dziw bierze, że przez tyle lat nic mu się nie stało podczas tych eskapad.
Można powiedzieć, że piesek żył pełnią życia ale co to za życie. Właściwie rzadko był czysty i przez to był mało głaskany i pieszczony. Aż dziw bierze, że przez tyle lat nic mu się nie stało podczas tych eskapad.
Goblin - pies wykastrowany
Po doświadczeniach z Bartkiem
, jego następca Goblin (tak podobny do poprzednika, że często omyłkowo nazywamy go Bartkiem) zo
stał wykastrowany. Zabieg przeszedł bezproblemowo. Nie było żadnych problemów ani komplikacji. Piesek się w ogóle nie zmienił. Jest wesołym, przymilnym pieszczochem. Ma czystą, jedwabistą sierść zapraszającą do głaskania. Nigdy nie uciekł, bo nie ma po co.
Kotka niewysterylizowana
Kilkanaście lat temu miałam kilka kotek. Nie wiedziałam, że należy je wysterylizować aby nie miały potomstwa. Kotki wychodziły. Raz do roku miały ruje. Kotki miauczały przeraźliwie, tarzały się po dywanie, ocierały o moje nogi. Trwało to 2 tygodnie. Próbowałam przetrzymać kotkę w domu znosząc to miauczenie. Jednak przeważnie się to nie udawało. Kotce zawsze udawało się czmychnąć i zajść w ciążę. Zdarzało się to raz do roku. Jednak gdy udało się przetrzymać kotkę z rują, po miesiącu sytuacja się powtarzała, aż do czasu, gdy kotce udało się uciec. To samo dzieje się z kotkami żyjącymi w mieszkaniach, które nie mają możliwości ucieczki i znalezienia kocura.
Bardzo trudno było znaleźć domy dla kociąt. Niektóre znalazły opiekunów, 2 zostały u nas. Pewien krewny przekonał mnie, że odwiezie kotki na wieś i odda znajomym gospodarzom, gdzie będą miały dobrze. Niestety po parunastu latach dowiedziałam się, że zostałam okłamana, a ten ktoś po prostu rozdał kociaki jakimś dzieciom na jakimś osiedlu. Dlatego właśnie należy unikać rozmnażania kotów, a jeśli się to nie uda i kociaczki przyjdą na świat należy bardzo starannie dobierać dla nich opiekunów i podpisywać z nimi umowę adopcyjną.
Bardzo trudno było znaleźć domy dla kociąt. Niektóre znalazły opiekunów, 2 zostały u nas. Pewien krewny przekonał mnie, że odwiezie kotki na wieś i odda znajomym gospodarzom, gdzie będą miały dobrze. Niestety po parunastu latach dowiedziałam się, że zostałam okłamana, a ten ktoś po prostu rozdał kociaki jakimś dzieciom na jakimś osiedlu. Dlatego właśnie należy unikać rozmnażania kotów, a jeśli się to nie uda i kociaczki przyjdą na świat należy bardzo starannie dobierać dla nich opiekunów i podpisywać z nimi umowę adopcyjną.
Kotki wysterylizowane
Gibusia (kotka 6-letnia) została wysterylizowana po urodzeniu kolejnych kociąt. Zabieg przeszła bardzo dobrze. Niestety nie ograniczyło to jej chęci do łazęgi. Następnego lata wyniosła się z domu na całe lato. Wróciła jesienią. Następnego lata się to powtórzyło ale jesienią już nie wróciła. Wybrała życie na wolności. Może zresztą znalazła sobie inny dom. Widziałam ją na okolicznych ogrodach jeszcze ok. 5 lat. Nie wyglądała na zabiedzoną ale zdziczała. Początkowo jeszcze mnie poznawała ale nie chciała podejść. Widywałam Gibusię jeszcze ok. 4-5 lat. Później już nie. Koty na wolności nie żyją długo.
Długi czas byłam przeciwniczką sterylizacji gdyż wydawało mi się, że to sterylizacja była przyczyną wyprowadzenia się Gibusi. Jednak po przeanalizowaniu sytuacji i po rozmowach z doświadczonymi kociarzami, zrozumiałam, że kotka wyniosła się ponieważ była źle traktowana, przeganiana i straszona przez jednego z domowników.
Długi czas byłam przeciwniczką sterylizacji gdyż wydawało mi się, że to sterylizacja była przyczyną wyprowadzenia się Gibusi. Jednak po przeanalizowaniu sytuacji i po rozmowach z doświadczonymi kociarzami, zrozumiałam, że kotka wyniosła się ponieważ była źle traktowana, przeganiana i straszona przez jednego z domowników.
Mimbla została wysterylizowana jak tylko odpoczęła po odchowaniu dzieci. Zabieg przeszła bez problemu.
Przed zabiegiem kotka nie powinna nic jeść przez kilkanaście godzin. Dlatego ostatni posiłek dostała wieczorem. Na 11:00 odwiozłam ją do lecznicy i odebrałam po 2 godzinach. Położyłam ją w domu na podłodze na specjalnym posłaniu. Ale gdy się wybudziła usiłowała chodzić potykając się co chwili. Uparła się aby siedzieć na kanapie. Miała specjalny kubraczek zrobiony ze starych leginsów. Nie próbowała go jednak zdjąć. Po 10 dniach poszłam do lecznicy aby wyciąć supełek w szwie i to było wszystko.
Kotka ma się dobrze, jest szczęśliwa, a co najważniejsze nie męczy ją ruja.
Przed zabiegiem kotka nie powinna nic jeść przez kilkanaście godzin. Dlatego ostatni posiłek dostała wieczorem. Na 11:00 odwiozłam ją do lecznicy i odebrałam po 2 godzinach. Położyłam ją w domu na podłodze na specjalnym posłaniu. Ale gdy się wybudziła usiłowała chodzić potykając się co chwili. Uparła się aby siedzieć na kanapie. Miała specjalny kubraczek zrobiony ze starych leginsów. Nie próbowała go jednak zdjąć. Po 10 dniach poszłam do lecznicy aby wyciąć supełek w szwie i to było wszystko.
Kotka ma się dobrze, jest szczęśliwa, a co najważniejsze nie męczy ją ruja.
(styczeń 2008) Od kilku lat zajmuję się opieką nad bezdomnymi kotami i akcją sterylizacji. Opiekowałam się ponad 200 kotkami po sterylizacji. Tylko w 2 przypadkach kotki roztyły się. Nie zauważyłam żadnych zmian w charakterze kotek. Natomiast kocury po kastracji stają się milsze i bardziej przymilne do człowieka.
Karmiciele kotek wolno żyjących często opowiadają ze kotki po sterylizacji poprawiły się i utyły. Wynika to z faktu, że kotka sterylizowana (regularnie dokarmiana) żyje "na luzie": nie musi zdobywać pożywienia dla kociąt, jej organizm wykorzystuje sił na ciąże. Dlatego takie kotki wyglądają dorodnie, zdrowo i są pulchne.
Karmiciele kotek wolno żyjących często opowiadają ze kotki po sterylizacji poprawiły się i utyły. Wynika to z faktu, że kotka sterylizowana (regularnie dokarmiana) żyje "na luzie": nie musi zdobywać pożywienia dla kociąt, jej organizm wykorzystuje sił na ciąże. Dlatego takie kotki wyglądają dorodnie, zdrowo i są pulchne.
Argumenty ZA
- Zapobieganie rozmnażaniu zwierząt
- bardzo trudno jest znaleźć dobry dom dla małych kotków. Ludzie nie chcą brać kotów, a jeśli już to nie mamy pewności czy nasz kot rzeczywiście znajdzie dobrych opiekunów. Zdarza się, że ktoś daje zwierzę w prezencie a obdarowany nie jest zachwycony i po cichu wyrzuca kociaka. Zdarzają się też gorsze sytuacje - są ludzie, którzy karmią kotami węże.
- małe kotki są urocze ale to oznacza zmartwienie o ich dalszy los. Poza tym nie zatrzymamy ich. Nie my będziemy się nimi cieszyć.
- kotka nie musi miec rui żeby zajść w ciążę. Jeśli ucieknie z domu na jakiś czas może wrócić w ciąży.
- Względy zdrowotne - sterylizacja/kastracja zapobiega problemom zdrowotnym
- podawanie kotce środków hormonalnych aby zapobiec rozmnażaniu może spowodować choroby m.in. ropomacicze.
- niewykastrowany kocur będzie uciekał w poszukiwaniu kotki. Między kocurami rywalizującymi o względy kotki dochodzi do ostrych walk. Rany od ostrych kocich kłów są głębokie, często dochodzi do zakażenia, leczenie ich jest długie i kosztowne.
- domowy kot, który styka się z dzikimi może zarazić się różnymi chorobami, nabawić pcheł, kłopotów skórnych.
- Zachowanie zwierzęcia
- ruja kotki trwa ok. 2 tygodnie i jeśli nie uda jej się spotkać kocura może powtarzać nawet co miesiąc. Kotka w rui głośno miauczy, ociera się o opiekunów, przewraca się na dywanie. Jest to męczące dla ludzi i ciężkie do zniesienia dla kotki. Zwierzak się męczy, gdyż nie może zaspokoić swoich potrzeb.
- niewykastrowany kocur znaczy terytorium tzn. psyka moczem w górę po meblach. Plamy są ciężkie do usunięcia, a zapach bardzo nieprzyjemny. Kocur głośno miauczy wcześnie rano budząc wszystkich domowników.
- zwierzęta po kastracji/sterylizacji nie zmieniają swego zachowania. Są tak samo wesołe i przymilne jak przed zabiegiem. Jednak w przypadku zwierząt agresywnych stają się bardziej spokojne. Kocur nie ma chęci na dalekie wędrówki. Będzie chciał wychodzić z domu jeśli jest do tego przyzwyczajony ale pobiega sobie w pobliżu i nie będzie go ciągnęło do dzikich kotów.
- Zwierzę jest mniej narażone na niebezpieczeństwa
- kot i kotka będą uciekać w poszukiwaniu partnera. Są wtedy narażone, na wypadki samochodowe, zagubienie, zagryzienie przez psa i wiele innych niebezpieczeństw. Szczególnie kocury w poszukiwaniu samicy tracą głowę, stają sie mniej czujne i same narażają się na niebezpieczeństwa.
- kocur niekastrowany wychodzący stacza walki z kocurami, często wraca do domu poraniony. Naraża się na zakarzenie chorobami wirusowymi.
Argumenty te są często powtarzane przez ludzi, którzy utożsamiają sposób myślenia zwierzęcia z myśleniem typowo ludzkim. Jeśli ktoś ma wątpliwości, najlepiej zasięgnąć porady lekarza weterynarii.
- Kot po kastracji traci przyjemność seksu. Niewykastrowane zwierze żyje pełnią życia
Uwaga! - To jest częsty argument stawiany przeważnie przez panów. Utożsamia się w ten sposób zwyczaje zwierząt ze zwyczajami człowieka. A przecież życie zwierzęcia rządzi się zupełnie innymi prawami. Zwierzęta nie zakochują się. Są gatunki, w których para pozostaje razem przez całe życie. U innych pary łączą się tylko aby spłodzić potomstwo i odchować je. U innych zaś, i do nich należą koty dzikie i domowe, potomstwem zajmuje się wyłącznie matka. - Kocura wychodzącego nie można kastrować
Uwaga! - Wykastrowany kocur spada do najniższej kasty w hierarchii kotów. Nie posiada samczego zapachu. Dlatego może zostać pogryziony przez dzikie koty. Dlatego wykastrowany kocur nie może żyć na wolności. Z drugiej strony kocur kastrowany nie będzie szukał kolonii kotów, nie będzie się oddalał od domu. - Wykastrowany kocur może zachorować na syndrom urologiczny
Uwaga! - Należy temu zapobiegać dając kotu specjalną karmę dla kastratów i przegotowaną lub źródlaną wodę do picia. Choroba ta nie występuje często i na pewno nie u każdego kastrowanego kocura. Zdarza się również u kotek, ale u kocura jest bardzo niebezpieczna.
Sterylizacja - na podstawie moich kotów
Kastracja = okaleczenie - artykuł Karoliny Gajewskiej
- Kastracja i sterylizacja - za i przeciw
- Michaelek - kot niewykastrowany
- Filutek - kot wykastrowanay
- Bartek - pies niewykastrowany
- Goblin - pies wykastrowany
- Kotka niewysterylizowana
- Mimbla kotka wysterylizowana
Kastracja = okaleczenie?
Kastracja kotów, tak powszechna w większości krajów europejskich, u nas budzi jeszcze kontrowersje. Niektórzy decydują się poddać swojego pupila zabiegowi, traktując go jako zło konieczne, albo kiedy zmusi ich do tego zapach roztaczany przez dojrzałego kocura.
Tymczasem kastracja i sterylizacja to jedyna droga do zmniejszenia pogłowia bezdomnych kotów, cierpiących głód, chłód, choroby a często też prześladowania ze strony ludzi.Wykastrowanie kocura lub kotki, zwłaszcza nierasowych ułatwi nam życie pod jednym dachem z naszym pupilkiem.
Kastracja kocura odbywa się pod narkozą, ale nie jest to skomplikowany zabieg, nie zostają po nim nawet szwy. Najlepiej zdecydować się na to, kiedy kot jest jeszcze młody (ok. 9 miesiąca życia), nie zaczął znaczyć terenu, walczyć z intruzami i szukać okazji do ucieczki w poszukiwaniu ukochanej.
W przypadku kotki jest to już poważniejsza operacja, ale może warto się na to zdecydować jeśli nie chcemy być "dziadkami". Znalezienie dobrego domu dla nierasowych kociąt nie jest łatwe. Kastracja pozbawia kotkę narządów rodnych, ale nie powoduje większych zmian w jej zachowaniu, poza oczywiście brakiem rui. Każdy, kto choć raz słyszał kocicę, zwłaszcza rasy syjamskiej lub orientalnej, w rui, zrozumie jaką ulgą dla właściciela może być kastracja pupilki.
Kastracja kocura odbywa się pod narkozą, ale nie jest to skomplikowany zabieg, nie zostają po nim nawet szwy. Najlepiej zdecydować się na to, kiedy kot jest jeszcze młody (ok. 9 miesiąca życia), nie zaczął znaczyć terenu, walczyć z intruzami i szukać okazji do ucieczki w poszukiwaniu ukochanej.
W przypadku kotki jest to już poważniejsza operacja, ale może warto się na to zdecydować jeśli nie chcemy być "dziadkami". Znalezienie dobrego domu dla nierasowych kociąt nie jest łatwe. Kastracja pozbawia kotkę narządów rodnych, ale nie powoduje większych zmian w jej zachowaniu, poza oczywiście brakiem rui. Każdy, kto choć raz słyszał kocicę, zwłaszcza rasy syjamskiej lub orientalnej, w rui, zrozumie jaką ulgą dla właściciela może być kastracja pupilki.
Kastracja ułatwia życie samca.
U źródeł zachowań seksualnych kocurów leży silny instynkt. Kot może nas lubić, doceniać naszą opiekę, ale kiedy usłyszy nawołującą kotkę w sąsiedztwie znajdzie przebiegły sposób, żeby się wymknąć na amory. Podobnie jest ze znaczeniem terenu. Strzykanie moczem na meble, ściany w ciągu kilkunastu dni może "zagęścić atmosferę" w naszym mieszkaniu. Nie dziwmy się jeśli przyjaciele i znajomi zaczną nas unikać. Kocury bywają też agresywne, mogą "nie życzyć" sobie brania na ręce i okazywać to drapiąc i gryząc. Kastracja może temu zapobiec. Kiedy hormony nie popychają kota do przedłużania gatunku, staje się on przymilny, spokojniejszy, bardziej czuły. Chętniej poddaje się pieszczotom, jego zainteresowania skupiają się bardziej na człowieku i dostarczanym przez niego rozrywkom. Jednak podkreślam - poddanie zabiegowi trzyletniego, agresywnego kocura, może nie przynieść spodziewanych rezultatów. Złagodzi nieco jego zachowanie, ale nie zamieni go w słodkiego "wiecznego" kociaka.
U źródeł zachowań seksualnych kocurów leży silny instynkt. Kot może nas lubić, doceniać naszą opiekę, ale kiedy usłyszy nawołującą kotkę w sąsiedztwie znajdzie przebiegły sposób, żeby się wymknąć na amory. Podobnie jest ze znaczeniem terenu. Strzykanie moczem na meble, ściany w ciągu kilkunastu dni może "zagęścić atmosferę" w naszym mieszkaniu. Nie dziwmy się jeśli przyjaciele i znajomi zaczną nas unikać. Kocury bywają też agresywne, mogą "nie życzyć" sobie brania na ręce i okazywać to drapiąc i gryząc. Kastracja może temu zapobiec. Kiedy hormony nie popychają kota do przedłużania gatunku, staje się on przymilny, spokojniejszy, bardziej czuły. Chętniej poddaje się pieszczotom, jego zainteresowania skupiają się bardziej na człowieku i dostarczanym przez niego rozrywkom. Jednak podkreślam - poddanie zabiegowi trzyletniego, agresywnego kocura, może nie przynieść spodziewanych rezultatów. Złagodzi nieco jego zachowanie, ale nie zamieni go w słodkiego "wiecznego" kociaka.
Kastracja chroni zdrowie kota.
Nieodłącznym elementem zachowań seksualnych kotów są walki samców. Koty wychodzą z nich często w opłakanym stanie. Największy "przystojniak" w okolicy jest najczęściej poznaczony bliznami a jego uszy to postrzępione kikuty. Nie łudźmy się, że nasz Mruczek będzie ponad to, bo jest lśniący, wypielęgnowany i nosi czerwoną obróżkę. Jeśli tylko znajdzie sposób, wymknie się, żeby stanąć w szranki z weteranami kocich walk. Jaki będzie tego efekt, trudno przewidzieć. Bez wątpienia jednak, wykastrowany nie będzie czuł pociągu do włóczęgi i bijatyk.
Nieodłącznym elementem zachowań seksualnych kotów są walki samców. Koty wychodzą z nich często w opłakanym stanie. Największy "przystojniak" w okolicy jest najczęściej poznaczony bliznami a jego uszy to postrzępione kikuty. Nie łudźmy się, że nasz Mruczek będzie ponad to, bo jest lśniący, wypielęgnowany i nosi czerwoną obróżkę. Jeśli tylko znajdzie sposób, wymknie się, żeby stanąć w szranki z weteranami kocich walk. Jaki będzie tego efekt, trudno przewidzieć. Bez wątpienia jednak, wykastrowany nie będzie czuł pociągu do włóczęgi i bijatyk.
Wokół zabiegu kastracji urosło kilka mitów, z czego co najmniej dwa są zupełnie bezpodstawne.
Kastraty są tłuste.
Nieprawda. Wykastrowany kocur nie tyje automatycznie. To prawda, że jest nieco bardziej leniwy, instynkt nie zmusza go do zażywania takiej ilości ruchu jak w naturalnych warunkach. Jest kanapowcem i trzeba brać to pod uwagę układając jego menu. Modyfikacja hormonalna w jego organizmie zmniejsza zapotrzebowanie energetyczne. W sprzedaży są dostępne specjalne karmy dobrane do kondycji i metabolizmu kastrata. Nie można też dokarmiać ulubieńca na każde zawołanie. Każdego dnia odpowiedzialny właściciel powinien też znaleźć trochę czasu na zabawę ze swoim kotem, żeby utrzymać go w dobrej formie.
Nieprawda. Wykastrowany kocur nie tyje automatycznie. To prawda, że jest nieco bardziej leniwy, instynkt nie zmusza go do zażywania takiej ilości ruchu jak w naturalnych warunkach. Jest kanapowcem i trzeba brać to pod uwagę układając jego menu. Modyfikacja hormonalna w jego organizmie zmniejsza zapotrzebowanie energetyczne. W sprzedaży są dostępne specjalne karmy dobrane do kondycji i metabolizmu kastrata. Nie można też dokarmiać ulubieńca na każde zawołanie. Każdego dnia odpowiedzialny właściciel powinien też znaleźć trochę czasu na zabawę ze swoim kotem, żeby utrzymać go w dobrej formie.
Kot cierpi, będąc osobnikiem "niepełnowartościowym" seksualnie.
Chyba nie ma bardziej błędnego przekonania, ale o dziwo, to właśnie słyszy się najczęściej. "Nie pozwolę go wykastrować, jak ja bym się czuł na jego miejscu?"
Kot nie jest człowiekiem, nie pojmuje swojego życia seksualnego w sposób świadomy. Popycha go instynkt. Kastracja nie przyprawi go o depresję wynikłą z zastanawiania się, co stracił. Po prostu nie będzie odczuwał popędu i już. Będzie za to zdrowy, przymilny i spokojny.
Oczywiście poddanie kota zabiegowi kastracji czyni nas odpowiedzialnymi za niego do końca jego życia. Kastrat nie poradzi sobie w otoczeniu normalnych kotów. Będzie na samym dole kociej hierarchii, jako pozbawiony samczego zapachu. Ale jako domowy ulubieniec, towarzysz dzieci, kastrat jest niezrównany. Łagodny, z przyjemnością przyjmujący pieszczoty, nieuciążliwy. Idealny towarzysz.Karolina Gajewska
Chyba nie ma bardziej błędnego przekonania, ale o dziwo, to właśnie słyszy się najczęściej. "Nie pozwolę go wykastrować, jak ja bym się czuł na jego miejscu?"
Kot nie jest człowiekiem, nie pojmuje swojego życia seksualnego w sposób świadomy. Popycha go instynkt. Kastracja nie przyprawi go o depresję wynikłą z zastanawiania się, co stracił. Po prostu nie będzie odczuwał popędu i już. Będzie za to zdrowy, przymilny i spokojny.
Oczywiście poddanie kota zabiegowi kastracji czyni nas odpowiedzialnymi za niego do końca jego życia. Kastrat nie poradzi sobie w otoczeniu normalnych kotów. Będzie na samym dole kociej hierarchii, jako pozbawiony samczego zapachu. Ale jako domowy ulubieniec, towarzysz dzieci, kastrat jest niezrównany. Łagodny, z przyjemnością przyjmujący pieszczoty, nieuciążliwy. Idealny towarzysz.Karolina Gajewska
Kastracja i sterylizacja - za i przeciw
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)