Kot w pustym mieszkaniu
Umrzeć - tego nie robi się kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać się między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak pozamieniane. Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane. I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach, ale to nie te. Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna w swojej zwykłej porze. Coś się tu nie odbywa jak powinno. Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało. Przez półki przebiegło. Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło. Nawet złamało zakaz i rozrzuciło papiery. Co więcej jest do zrobienia. Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci, niech no się pokaże. Już on się dowie, że tak z kotem nie można. Będzie się szło w jego stronę jakby się wcale nie chciało, pomalutku, na bardzo obrażonych łapach. I żadnych skoków pisków na początek.
Wisława Szymborska

Kot
ja mam pana boga w futrze kiedy się przeciągam wzdłuż czuję jego palce wyprężone na grzbiecie
on - w mięśniach moich nóg kroczy ciszej niż okrągły księżyc po przyczajonym niebie
nie płoszmy gałęzi wiatr trzepocze nam w pysku, skrzydłem głupiego wróbla
oblizuję wąs z ciepłej krwi zmrużony - śpiewam hymn o dobrym bogu
Halina Poświatowska

/bez tytułu/
ten kot nie lubi aby mu głaskać metafizyczne futro pod włos
on zjadł już wszystkie światy teraz tłuszczem obrosły zasypia
śni mu się wielki czarny niebyt bo pomrukuje i porusza końcami wąsów
Halina Poświatowska

Oda do kota
Mały szary kłębuszek, słodziutkie stworzonko po świecie stąpa na czterech łapkach, myszy chwytając w pułapkach.
Uwielbia mleko, kocie przysmaki, bo uwierzcie mi proszę mój kot nie jest byle jaki!
Z oddala słychać ciche mruczenie, Tak, tak! Mój kotek prosi o jedzenie! Szary w ciemne łaty, wcale nie jest kudłaty!
Mięciutkie futerko kochane uszko, a w środku żywo bijące serduszko.
To wcale nie bajka, ludzkie gadanie, bo cóż może znaczyć to ciągłe głaskanie?
Cavendish

Mleko dla kota
Kiedy o piątej podadzą herbatę I w oknach zaciągną troskliwie zasłony, Mały czarny kot o zielonych oczach Ukazuje się nagle i mruczy jak nakręcony.
Najpierw udaje, że tak sobie przyszedł Pomrugać, gdy ogień w kominku gore. Ale choćby się herbata spóźniła I mleko skwaśniało, on przyjdzie w porę.
A niebawem jego oczy z agatu, Co patrzą tak niezależnie, od niechcenia, Mleczną mgłą się powlekają, A wzrok w ostry i uparty się zmienia.
Potem pazurami stuka, nastawia uszy, Albo niespokojnie rusza ogonem, I wtem całe jego ciało staje się jednym Pomrukiem zdyszanym i sprężonym.
Dzieci śmieją się i kręcą przy stole, Głaszczą swe jedwabie dwie starsze panie, A kot stał się malutki, chudy, Nic nie zostało, tylko mleka pożądanie.
Wreszcie spodek biały jak księżyc w pełni Zamajaczy w stołu podobłoczach. Kot wzdycha cały rozmarzony, Rozjarzony, z miłością w oczach.
Kuli się nad połyskliwą krawędzią Podbródek nurza w śmietankowe wodopoje. Ogon spuszczony, senna łapa Pod kolanem się zgina we dwoje.
Jego żywot jest mglistą ekstazą, A świat bielą bezkształtną, bez końca, Póki język nie obróci świętej kropli, Tej ostatniej, co znowu w noc go wtrąca.
Zapada się i nerwów sennych Kłębuszek zatapia w fotel ogromny, I leży tam pokonany, pogrzebany Trzy do czterech godzin, nieprzytomny.
Harold Monro (1879-1932)
 | Mimi"Nie mieszczańskie ja kociątko, Co mrucząc grzecznie zachwyca. Jam sobie na dachu wolna I niezależna kocica!
Kiedy w letnią noc po rynnie Rozmarzona spaceruję, To muzyka wzbiera we mnie, No i śpiewam, to co czuję."
Tak rzekła. Z jej piersi bucha Pieśń rozkosznych krzyków, szmerów, I ściąga ten luby zew Wszystkich kocich kawalerów.
Całe towarzystwo kocie Mrucząc, fucząc mknie w porywie, By pomuzykować z Mimi Lubieżnie a pożądliwie.
To nie wirtuozi, którzy Przed mamoną bijąc czołem Muzykę bezczeszczą. Tu Każdy jest jej apostołem.
Instrumentów im nie trzeba, Sami są altówką, fletem, Za bęben im służy brzuch, Nos jest trąbką lub kornetem.
Dziś zbiorowy dają koncert I już tchu nabrały nieco. Oto fugi godne Bacha Albo Gwidona z Arezzo!
Wściekłe, dzikie ich symfonie, Jak kaprysy Beethovena Czy Berlioza, które bije Mruczących, miauczących wena.
Czarowna potęga tonów! Siła dźwięków bezprzykładna! Wstrząsasz niebem! Aż z pobladłych Gwiazd się nie ostanie żadna!
Słysząc te cudowne dźwięki, Tony, co tak brzmią wspaniale, Selene zatula twarz W powłóczyste chmur woale.
Tylko starej Filomele Występ Mimi coś nie wzrusza, Kręci noskiem, cmoka, świszcze, Primadonna, zimna dusza!
Kichać na to! Niech trwa koncert, Choć zazdrości im signora, Aż uśmiechem zaróżowi Nieba skraj wróżka Aurora.
Harold Monro (1879-1932) tłumaczenie Jerzy Litwiniuk

Z kocich parodii
Puszysty, miękki, pozornie kłębek włóczki. Wystarczy wziąć do ręki: w kłębku stal, w ślepiach świeci fosfor, w jedwabiu włosów prąd, we łbie matematyczne sztuczki: czy warto, czy się opłaci napiąć - rozprężyć sprężyny mięśni, wsunąć - wysunąć pazury, ćwieki, mruży bezsenne powieki, patrzy, nie wiesz: w ciebie, za ciebie, w dal, a może w głąb bezdennej kociej duszy? Wstrząsnął się, ruszył z kanapy, skok na gzyms: rryms! Z trzeciego piętra na cztery łapy Hop! Stop. Przylizał futro różowym ochłapem, krokiem majestatycznym, elastycznym, z gracją, bez zbytecznego pośpiechu za rogiem znikł.
Jerzy Litwiniuk

W królestwie kotów
Gdzie dużo piwnic, Strychów I płotów Tam się zaczyna Królestwo Kotów. Świat tam na cztery łapy spadł, Zaczarowany koci świat.
Przez cały tydzień, Od poniedziałku, Pełno tam mruczeń, Psyczeń I miauków, Gonitw po gzymsach, Skoków przez płot. Różnych ząb za ząb, I kot za kot.
W Królestwie Kotów wszystko jest kocie. Koci wujkowie są, Kocie ciocie, Kocie przedszkola, Kocie sklepiki, W których sprzedają kocie łakocie. W kinach zaś idą filmy kocie, W kółko te same Z Myszką Miki. Bo w tym królestwie kocie jest wszystko, Nawet muzyka w kocim disco, A także doszły mnie takie słuchy, Że w nocy straszą tam Kocie Duchy.
Awantur różnych też bywa sporo, Wszystkie się one z niczego biorą. Najlepszy druh z najlepszym druhem W konflikt popada o byle muchę, Albo sierść im się jeży na grzbiecie O miejsce na parapecie.
Największą jednak wzbudza tam trwogę, Gdy kotu kot Przebiega drogę. Każdy się przed czymś takim wzdraga, Taka zniewaga Krwi wymaga. Bo pecha wróży I los marny, Zwłaszcza, gdy kot był czarny.
No trudno, Nigdzie nie brak kłopotów. Nie brak ich także w Królestwie Kotów. A mimo to, powiadam Wam, Każdy z tych kotów, które znam, Biec tam natychmiast gotów.
Ludwik Jerzy Kern

Do kota
Kocie, mądry monarcho, tajemniczy, skryty - Czyż nasze smukłe palce, ciężkie od pierścieni Godne są twojej czarnej i białej słodyczy I pyszczka z aksamitu i drogich kamieni?
Zwijasz się z dziwnym wdziękiem niby gąsienica, Stokroć bardziej gorący niż ptak skryty w dłoni. Twój nos, nagość jedyna w aksamitnych licach, Jest świeży i wilgotny niby kwiat na błoni
.Choć się mienisz od wstążek, miękki, kolorowy, Dzikość pręży ci uszy i rozdyma chrapki, Gdy ścigając grzechotkę zabawiasz się w łowy I zaciskasz na krążku swe zdobywcze łapki.
W ujarzmionej małości, w tłumionym pomruku Odzywa się królewskość imć tygrysa - pana. W twych lędźwiach jak sprężona moc w napiętym łuku Śpi nieznanych rozkoszy ziemia obiecana...
Dziś wieczór, obojętny na nasze pieszczoty Przycupnąłeś, w marzeniu pogrążony błogim. W twych oczach uśmiech Buddy połyskuje złoty Gdy sobie przypomnisz, że sam jesteś bogiem.
Julia Delarue-Mardrus |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz