sobota, 28 lutego 2015

Na przykładzie moich kotów

Michaelek - kot niewykastrowany



Michaelek nie został wykastrowany z powodu protestów rodziny i koleżanek. Twierdzili, że oznacza to krzywdzenie kota, którego pozbawia się radości życiowych. Znajomi opowiadali i swoim kocie, który znikał na całe lato. Potem powracał jesienią w strasznym stanie ale żył pełnią życia. 
Michaelek nigdy nie znaczył, nie śmierdział. Po raz pierwszy wyszedł na ogródek gdy miał ok. rok i 2-3 miesiące. Wcześniej nie wychodził z domu ale nigdy nie posikiwał. Wydawało się, że kastracja nie jest konieczna. Kocur spędzał dnie siedząc na murku przed domem i sądziłam, że nie ciągnie go na łazęgi. Okolica jest spokojna, domki z ogródkami, więc można było przypuszczać, że nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo. Jednak zdarzały mu się parodniowe nieobecności. Powracał poważnie poraniony. Początkowo nie było tego widać pod sierścią ale były to trudno gojące się, ropiejące, głębokie rany od kocich kłów, a ich leczenie było bardzo kosztowne. Pewnego dnia Michaelek w ogólenie wrócił ze swojej łazęgi.


Filutek - kot wykastrowanay


Filutek bardzo wcześnie zaczął wykazywać samcze zwyczaje. W wieku 6 miesięcy zrobił kotce kociaczki. Stało się to nagle, a kotka w ogóle nie wykazywała oznak rui (była jeszcze za młoda na sterylizację). Gdy miał 8 miesięcy zaczął znaczyć. Kastrację przeszedł bardzo dobrze. Właściwie 2 dni przespał i to wszystko. Nie było żadnych problemów. Po zabiegu jego charatker w ogóle się nie zmienił. Dalej gania za kotką ale chyba już nie wie po co. Niestety Filutek to kocur, który ma brzydki zwyczaj sikanie w nieodpowiednich miejscach. Zaczęło się to gdy miał 4 miesiące i niestety kastracja nic tu nie pomogła.


Bartek - pies niewykastrowany


Bartek był pieskiem, który żył u nas 15 lat. Został uśpiony, gdyż na starość chorował. Nie został wykastrowany z tych samych powodów co Michaelek. Jego instynkt przedłużania gatunku zmuszał go do ciągłych ucieczek. Właściwie tylko czatował na okazje aby przemknąć się pod nogami wchodzących i wydostać na ulice. Wołanie nie dawało rezultatu. Był to piesek wyjątkowo brzydki, dlatego zapewne nikt go nie ukradł. Ojczym często szukał go i znajdował w dużej odległości od domu w watasze bezpańskich psów. Przeważnie jednak Bartek wracał sam. Trzeba było zwracać uwagę czy nie czeka przed furtką aby go wpuścić. Z braku suczek wałęsające się psy próbowały robić to między sobą. Bartek wracał do domu brudny, obsikany, wytarzany w nieczystościach. Był codziennie kąpany ale co z tego. Na drugi dzień było to samo. 
Można powiedzieć, że piesek żył pełnią życia ale co to za życie. Właściwie rzadko był czysty i przez to był mało głaskany i pieszczony. Aż dziw bierze, że przez tyle lat nic mu się nie stało podczas tych eskapad.

goblin


Goblin - pies wykastrowany


Po doświadczeniach z Bartkiem

, jego następca Goblin (tak podobny do poprzednika, że często omyłkowo nazywamy go Bartkiem) zo

stał wykastrowany. Zabieg przeszedł bezproblemowo. Nie było żadnych problemów ani komplikacji. Piesek się w ogóle nie zmienił. Jest wesołym, przymilnym pieszczochem. Ma czystą, jedwabistą sierść zapraszającą do głaskania. Nigdy nie uciekł, bo nie ma po co.



Kotka niewysterylizowana


Kilkanaście lat temu miałam kilka kotek. Nie wiedziałam, że należy je wysterylizować aby nie miały potomstwa. Kotki wychodziły. Raz do roku miały ruje. Kotki miauczały przeraźliwie, tarzały się po dywanie, ocierały o moje nogi. Trwało to 2 tygodnie. Próbowałam przetrzymać kotkę w domu znosząc to miauczenie. Jednak przeważnie się to nie udawało. Kotce zawsze udawało się czmychnąć i zajść w ciążę. Zdarzało się to raz do roku. Jednak gdy udało się przetrzymać kotkę z rują, po miesiącu sytuacja się powtarzała, aż do czasu, gdy kotce udało się uciec. To samo dzieje się z kotkami żyjącymi w mieszkaniach, które nie mają możliwości ucieczki i znalezienia kocura. 
Bardzo trudno było znaleźć domy dla kociąt. Niektóre znalazły opiekunów, 2 zostały u nas. Pewien krewny przekonał mnie, że odwiezie kotki na wieś i odda znajomym gospodarzom, gdzie będą miały dobrze. Niestety po parunastu latach dowiedziałam się, że zostałam okłamana, a ten ktoś po prostu rozdał kociaki jakimś dzieciom na jakimś osiedlu. Dlatego właśnie należy unikać rozmnażania kotów, a jeśli się to nie uda i kociaczki przyjdą na świat należy bardzo starannie dobierać dla nich opiekunów i podpisywać z nimi umowę adopcyjną.


Kotki wysterylizowane


Gibusia (kotka 6-letnia) została wysterylizowana po urodzeniu kolejnych kociąt. Zabieg przeszła bardzo dobrze. Niestety nie ograniczyło to jej chęci do łazęgi. Następnego lata wyniosła się z domu na całe lato. Wróciła jesienią. Następnego lata się to powtórzyło ale jesienią już nie wróciła. Wybrała życie na wolności. Może zresztą znalazła sobie inny dom. Widziałam ją na okolicznych ogrodach jeszcze ok. 5 lat. Nie wyglądała na zabiedzoną ale zdziczała. Początkowo jeszcze mnie poznawała ale nie chciała podejść. Widywałam Gibusię jeszcze ok. 4-5 lat. Później już nie. Koty na wolności nie żyją długo. 
Długi czas byłam przeciwniczką sterylizacji gdyż wydawało mi się, że to sterylizacja była przyczyną wyprowadzenia się Gibusi. Jednak po przeanalizowaniu sytuacji i po rozmowach z doświadczonymi kociarzami, zrozumiałam, że kotka wyniosła się ponieważ była źle traktowana, przeganiana i straszona przez jednego z domowników.
Mimbla została wysterylizowana jak tylko odpoczęła po odchowaniu dzieci. Zabieg przeszła bez problemu. 
Przed zabiegiem kotka nie powinna nic jeść przez kilkanaście godzin. Dlatego ostatni posiłek dostała wieczorem. Na 11:00 odwiozłam ją do lecznicy i odebrałam po 2 godzinach. Położyłam ją w domu na podłodze na specjalnym posłaniu. Ale gdy się wybudziła usiłowała chodzić potykając się co chwili. Uparła się aby siedzieć na kanapie. Miała specjalny kubraczek zrobiony ze starych leginsów. Nie próbowała go jednak zdjąć. Po 10 dniach poszłam do lecznicy aby wyciąć supełek w szwie i to było wszystko. 
Kotka ma się dobrze, jest szczęśliwa, a co najważniejsze nie męczy ją ruja.

(styczeń 2008) Od kilku lat zajmuję się opieką nad bezdomnymi kotami i akcją sterylizacji. Opiekowałam się ponad 200 kotkami po sterylizacji. Tylko w 2 przypadkach kotki roztyły się. Nie zauważyłam żadnych zmian w charakterze kotek. Natomiast kocury po kastracji stają się milsze i bardziej przymilne do człowieka. 
Karmiciele kotek wolno żyjących często opowiadają ze kotki po sterylizacji poprawiły się i utyły. Wynika to z faktu, że kotka sterylizowana (regularnie dokarmiana) żyje "na luzie": nie musi zdobywać pożywienia dla kociąt, jej organizm wykorzystuje sił na ciąże. Dlatego takie kotki wyglądają dorodnie, zdrowo i są pulchne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz