wtorek, 21 października 2014

"Luca Ferri ur. 1 sierpnia 1974r. zm. 13 marca 2011r. ukochany mąż, ojciec, syn, przyjaciel"
Uśmiechając się delikatnie, otarła łzę spływającą po jej policzku.
-Chcesz postawić światełko?- zwróciła się do syna, podając mu zapalony znicz. Chłopczyk odbierając lampkę, niezdarnie położył ją na środku nagrobka.
-Kocham cię tatusiu.- wyszeptał, układając główkę na zimnej, marmurowej płycie grobu. Delikatnie pogładził napis.
Odetchnęła cicho powstrzymywując napływające do jej oczu łzy.
-Zaczekaj na mnie przy samochodzie, dobrze?- zapytała i pocałowała synka delikatnie w czoło. Malec nie czekając długo, pobiegł w stronę zaparkowanego blisko wozu.
-Mam coś dla ciebie.- wyszeptała, spoglądając na wyryte imię męża. - Jak co roku... - zaśmiała się lekko, wkładając do wazonika bukiecik herbacianych róż, do którego dołączyła znaleziony przez syna czerwony liść. -Kocham cię Luca. -Wyszeptała wstając z klęczek. -Do zobaczenia kolejnej jesieni. Złoty październik oddalał myśl o nadciągającej zimie, o wszechogarniającym uczuciu końca i odejścia. Lecz gdy jesień odejdzie, ukrywając się pod białym puchem, ona znów zatęskni. Za ciepłem jego ramion, zielenią jego spojrzenia i za małym czerwonym liściem jego miłości do niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz