czwartek, 2 października 2014

Wolontariusze

Fundacja Kocie Życie to organizacja funkcjonująca dzięki oddaniu i zaangażowaniu prywatnych osób. Wszyscy, jako miłośnicy kotów, postanowiliśmy poświęcić swój wolny czas na walkę o poprawę losu tych wspaniałych zwierząt. Fundacja nie zatrudnia żadnych pracowników, a cała nasza działalność bazuje na środkach własnych oraz pozyskanych z datków i darowizn przekazywanych nam przez prywatne osoby. Jest nas tylko garstka, ale staramy się robić wszystko co w naszej mocy, aby kocim futerkom żyło się lepiej...
Oto my i nasze krótkie historie:

Frankie:

To nasz Fundator. Bez niej nic by tutaj nie działało i za to jesteśmy jej wszyscy ogromnie wdzięczni. I choć od jakiegoś czasu nie ma warunków, aby czynnie brać udział w działaniach Fundacji, to wiemy, że myśli o nas ciepło i wspiera nas duchem :) Jej osobiste zwierzaki to rasowy kocurek Pushkin i, jak sama mówi "dla równowagi", kotka Frankie - adoptowana z Kociego Życia.

Acris

Początki:
Koty mnie nie lubią - tak zawsze uważałam, dlatego mimo "zakocenia" wśród przyjaciół, sama uważałam, że kot nie dla mnie. Przygarnęłam zresztą psa ze schroniska, który, jak większość psów, koty gonił, a z początku w ogóle miał mnóstwo problemów po przykrych przeżyciach z przeszłości.
Po trzech latach i różnych życiowych perypetiach zmieniłam zdanie... i pojawiły się dwa maleństwa - moja koteczka i jej brat (mój pierwszy "tymczas"), oba przywiezione od Żabcirybci... Pies pokochał koty, a ja... tymczasowanie.
Na co dzień:
Pracuję jako projektant stron internetowych i koder HTML/CSS. Namiętnie robię zdjęcia swojemu stadku i tymczasom oraz czytam o ludzkiej, psiej i kociej psychologii. Co jakiś czas umykam przed cywilizacją w góry, najchętniej w Karkonosze.
Zwierzęta:
Aila - psia miłośniczka kociąt oraz łapania frisbee, piłeczek i ciasteczek. Mój największy i jedyny kot kolankowy.
Meve - moja pierwsza kicia zwana również Mewą, albowiem z rana widuję jej biały brzuszek w locie nade mną. Nie miauczy, tylko mówi "KHE?".
Kelpie - Kotka Aili i Meve, tymczas od Gutka. Lubi siedzieć ze mną przy stole (na drugim krześle) i powrzeszczeć na mnie od czasu do czasu (szczególnie, gdy wymieniam wodę w misce na świeżą). Nie miauczy tylko skrzypi.

Aneta

Początki:
Przygodę z Kocim Życiem rozpoczęłam niedawno, bo w 2013 roku. Jako maniaczka targów książkowych trafiłam na "Książeczkę dla koteczka", w domu poszperałam w internecie, poczytałam o Fundacji i tak oto, po nitce do kłębka, miłość do kotów znalazła wreszcie swoje ujście.
Po trzech latach i różnych życiowych perypetiach zmieniłam zdanie... i pojawiły się dwa maleństwa - moja koteczka i jej brat (mój pierwszy "tymczas"), oba przywiezione od Żabcirybci... Pies pokochał koty, a ja... tymczasowanie.
Na co dzień:
Pracuję w kancelarii prawnej i ciągle szukam dodatkowego zajęcia. Jestem wegetarianką, dość neurotyczną czekoladoholiczką i śpiochem nałogowym.
Zwierzęta:
Odkąd pamiętam, moimi towarzyszami były koty. Najpierw znaleziony w piwnicy Cybuch, potem przybłędy: Kicia i Szarusia, następnie Majka, Kazimierz, Jimmy, Karolek, Lesio, Rysio i Kubuś:). Uważam, że bez kota nie ma domu. Do końca życia będę żałować, że nie zostałam weterynarzem.

Mystacina

Początki:
Koty towarzyszą mi od ósmego roku życia. Większość danego mi do tej pory czasu, spędziłam w towarzystwie trzech muszkieterów, niezapomnianych i nieodżałowanych kocurów. Po ich śmierci postanowiłam "odpocząć od kotów", ale nałóg odpuścił mi zaledwie na dziesięć miesięcy. Przeglądałam facebookowe ogłoszenia z potrzebującymi zwierzakami i podjęłam kilka prób adopcji, ale zawsze ktoś lub coś stawało mi na przeszkodzie. Po bardzo nieprzyjemnej przygodzie z nieodpowiedzialnymi wolontariuszami, załamana i nieco zrezygnowana napisałam do Fundacji. Tak w moim życiu pojawił się kocur Baltazar i obraz bardzo profesjonalnie oraz odpowiedzialnie prowadzonej grupy ludzi. Zbiegło się to w czasie z kilkoma innymi wydarzeniami i oczywiście kotami, które doprowadziły mnie w końcu do drzwi z napisem "Kocie Życie".
Na co dzień:
Moje zainteresowania już od najmłodszych lat "kręciły się" wokół zwierząt. Zaczęłam od znoszenia do domu ślimaków a skończyłam na studiowaniu biologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Wcześniej, bo jeszcze w liceum, połknęłam bakcyla chiropterologii, czyli nauki o nietoperzach. Biegałam po sztolniach, strychach i lasach, zdobywając wiedzę o tych fascynujących ssakach... a w domu czekały na mnie ukochane koty. Nauka i oddanie "sprawie" poskutkowały tym, że obecnie jestem już zawodowym chiropterologiem. Pracuję w organizacji pozarządowej i zajmuję się ochroną nietoperzy. Poza pracą połykam hurtowe ilości filmów, książki s-f oraz własnej roboty wegańskie potrawy.
Zwierzęta:
Ślimaki doprowadziły mnie do żółwia, żółw do kotów a potem już poszło z górki. Moja pierwsza kotka, po zaledwie roku wspólnego życia, zaginęła bez śladu. Później pojawił się kocur Jupik, po roku Nicpoń, a po kilku miesiącach Księciunio. Wtedy rodzice powiedzieli "stop". Wszystkie koty przeżyły ze mną po kilkanaście lat i w międzyczasie zapoznały się z wkradającymi się w moje życie nietoperzami. "Skutkiem ubocznym" bycia chiropterologiem jest ogrom zgłoszeń w sprawie interwencji. Tak w domu zaczęły się pojawiać ranne, osłabione i chore nietoperze. Ponieważ szanuję wszystkie żywe stworzenia, koty i nietoperze musiały pogodzić się z obecnością również ptaków, psów czy nawet kuny. Lata 2011-2013 miałam zaszczyt spędzić w towarzystwie kocura Baltazara i kotki Martyny. Życie tej drugiej zakończyło się nagle i tragicznie, zostawiając wciąż niezabliźnioną ranę w moim sercu. Po chwili załamania, wspierając się nawzajem, idziemy z Baltazarem dalej i z nadzieją wypatrujemy kolejnych kotów.

Dwa Futra:

Początki:
Przygoda z Kocim Życiem zaczęła się w 2011 roku w momencie gdy znalazłam moją drugą kotkę. Kotka miała cztery miesiące i ciężki stan zapalny w uszach z guzami pozapalnymi, kotkę wyprowadziliśmy na prostą lecz okazało się, że kicia jest niesłysząca. Szukałam pomocy w wyadoptowaniu kotki i trafiłam do Kociego Życia z plakatu zamieszczonego u weterynarza. Przywiązaliśmy się bardzo do kotki i została z nami na stałe. Uczymy się jak żyć z głuchym kotem :)
Na co dzień:
Pracuję w biurze projektowym, jestem architektem. Jestem kurą domową i wolontariuszem Kociego Życia. Lubię gotować, interesuję się dietą pięciu przemian. Uwielbiam jeździć na rowerze, szaleję na nartach w sezonie zimowym.
Zwierzęta:
Zaczęło się od domu babci gdzie zawsze kręciło się co najmniej pięć kotów. Potem w domu rodzinnym mieliśmy kotkę, która wychodziła urodziła małe kociaki, dwa niestety zdechły, wtedy zaczęłam się interesować sterylizacją i chorobami kotów. To było piętnaście lat temu. Potem znalazłam trzy kociaki w koparce, dwa znalazły domy, a jedna kicia mieszka z nami do dziś. Teraz mamy dwie kotki: niesłyszącą Milkę i Czarną, czasami przygarniamy jakąś biedę do domu tymczasowego.

Edzia:

Początki:
Szukałam kota dla swojego kota. Kotka miała być z polecenia - jedynym wymaganiem było to, że ma lubić inne koty, i trafiłam na ogłoszenie Wimy. Zaczęłam czytać Kocie Życie, kocie historie i kocie problemy. Najpierw bardziej z ciekawości byłam kierowcą z darami do jednej karmicielki, potem do drugiej nooo i zobaczyłam z drugiej strony koci świat.
Na co dzień:
Pracuję w bardzoważnymurzędzie, kocham kino i góry
Zwierzęta:
Sylwester trafił do nas w sylwestra, jak nazwa wskazuje, szukałam dorosłego kota, schronisko było wtedy jedynym znanym mi źródłem, kot nas wybrał, kota zapakowano w transporter i tak zaczęła się ta historia. Zasady były proste, koty na pewno nie zmienią nam życia, a na wakacje koty do hotelu. Potem pojawił się po licznych poszukiwaniach Krótki, czyli dziewczyna dla Sylwestra, kot przykjelka i wielki miłośnik warzyw, a właściwie miłośnik wszystkiego co można zjeść. No, ale jak już były koty, NASZE koty, jak to do hotelu??? I tak zaczęły się nasze podróże z kotami, życie z kotami i pytanie,  jak mogliśmy kiedyś żyć bez Sylwestra i Krótkiego ???

Gosia B:

Początki:
Do Kociego Życia trafiłam wiosną 2009 roku, szukając pomocy dla działkowej kocicy we Wrocławiu. W portfelu miałam oderwany paseczek z adresem strony, zabrany z jakiegoś plakatu, i tak się to wszystko zaczęło. Z czasem Fundacja wciągała mnie co raz bardziej i teraz nie pamiętam już jak to było "nie być" częścią Kociego Życia. Przecież wokół jest tyle do zrobienia.
Na co dzień:
Ukończyłam studia magisterskie na wydziale historii Uniwersytetu Wrocławskiego, a następnie, po dwóch latach nauki w Technikum Weterynaryjnym w Katowicach zdobyłam kwalifikacje w tym zawodzie powtierdzne dyplomem państwowego egzaminu zawodowego. Obecnie mieszkam w rodzinnych Gliwicach i pomoc tutejszym kotom zajmuje mi praktycznie cały wolny czas. Prócz tego interesuję się też kuchnią wegetariańską, czytam oraz staram się pomagać kotom i ich opiekunom jako doradca ds. kociego behawioryzmu.
Zwierzęta:
W moim domu zawsze miał być pies. Ale jak w 2001 roku znaleźliśmy małego płaczącego kociaka, to jakoś wszyscy o psie zapomnieli. Tak trafił do nas Gruby - nasz "pierworodny". Szczurka przyniosły mi dzieci sąsiadów 2 lata później. Biało-rudego Stefana dostałam od przyjaciela, gdy zaczynałam 2 rok studiów. I ten kot pojechał z nami do Wrocławia. W maju 2009 roku razem z Leszkiem przyjęliśmy pod swój dach pierwsze tymczasy: Rudą i Śnieżkę oraz 6 ich maleńkich dzieci. Od tego momentu poszło lawinowo - co chwilę jakiś kociak (niestety Stefan nie toleruje dorosłych zwierząt). We wrześniu 2009 na tymczas trafiła maleńka Bunia. Ale tak jakoś wyszło, że już została i dziś jest największą miłością Stefana. W styczniu 2011 przyjęliśmy na stałe drugą kociczkę - półroczną niesłyszącą Kiwi z zaburzeniami równowagi i rozszczepem wargi. Nasz świat jest pełen kotów.

Gutek:

Początki:
Na początku była Zmora, kocia towarzyszka dla psa Gutka. Imię kocicy nie jest przypadkowe, ale i tak kochałam ją i ja i Gutek. Straciliśmy ją przez moją beztroskę i głupotę, a wtedy okazało się, że dom bez kota to nie dom. Nie byłam gotowa na przyjęcie nowego kota, ale chciałam zostać domem tymczasowym. I tak trafiłam na stronę Kociego Życia. Od tamtego czasu zatrzymało się u mnie wielu kocich podróżników w drodze do swojego domu. Często zbyt małe lub zbyt chore by poradzić sobie samodzielnie dochodziły do siebie pod czułą opieka psa Gutka i moją :)
Na co dzień:
Uczę angielskiego w gimnazjum :) Lubię czytać i szwendać się po górach.
Zwierzęta:
Gutek odszedł za Tęczowy Most w maju 2010r. Zostawił we łzach nie tylko mnie, Gucio zajmował ważne miejsce w sercach wielu wspaniałych Ludzi. Bez psa nie da się żyć, dlatego kiedy również w maju Odra zalewała oławskie schronisko dla zwierząt bez wahania przyjęłam do domu tymczasowego Lukasa. Wyglądał wtedy jak kloszard i zapewne tak też się czuł po dwóch latach w schroniskowym boksie. Wszyscy (tylko nie ja) wiedzieli od razu, że Lucek zostanie u mnie i tak się też stało :) Oprócz Lucka mam jeszcze kocura seniora, Tekilka zwanego czule Pieklikiem i dwie półtoraroczne szalone kotki Zouzę i Maupę, czyli @. Po początkowej wojnie psychologicznej, którą Pieklik wydał @ wszystkie futra żyją w zgodzie, a w strategicznym momencie podawania jedzenia tworzą wspólny front przeciwko mnie :)

Izka:

Początki:
Pod koniec 2009 roku zaczęłam poważnie myśleć o adopcji drugiego kota. Czytałam ogłoszenia w Gazecie Wyborczej i tak trafiłam na kogoś z Kociego Życia. To Ona odesłała mnie na stronę Fundacji. Rozpoczęło się podczytywanie, historia kota Mikołaja: "Może go adoptować?" Potem było łapanie "Wikingów" i kolejne kocie sprawy.
Na co dzień:
Jestem pracownikiem Uniwersytetu Medycznego i w 100% zodiakalnym Bykiem.
Zwierzęta:
Koty i psy wokół siebie pamiętam od zawsze. Moja pierwsza wrocławska kotka to Kicia, zabrana ze szpitalnego podwórka w 2004 roku. Wtedy też poznałam Marię i zaczęłam dokarmiać koty szpitalne. Wkrótce pojawiły się nowe priorytety: ograniczyć populację kotów w szpitalu. W 2005 roku na tym samym podwórku znalazłam brudne, zapchlone, bure kocię: Kojotkę, która pojechała do mojej mamy. Kicia odeszła 19 sierpnia 2010 roku po ciężkiej chorobie, a w październiku 2010 roku pojawiło się rodzeństwo: Lana i Kuba, odłowione własnoręcznie.  Na ulicy dokarmiałam: Mamuśkę Wikingową, Wikinga i Brysię. Potem zaczęłam rozglądać się za innymi kotami z UM i PSK. W ciągu ostatnich dwóch lat w moim domu przebywało około 10 "tymczasów", które z naszej rodziny trafiły do Domów Stałych. Mój duchowy kot (prócz Kojotki) to Natasza.

Kama:

Początki:
Mieszkałam w domku i zawsze jesienią i wiosną zakradały nam się myszy do domu, a że miałam pokój na parterze wycieczki po podłodze i po firance były normą. Znajoma rodziny zawsze miała dużo kotów i podarowała nam Rudego żeby pozbyc się mysich nieproszonych gości. Po odejściu Rudego postanowiłam, że pojadę z koleżanką po psa do schroniska i go zobaczyłam (największe Kocie nieszczęście jakie kiedy kolwiek widziałam) był to stary 9 letni kocur, który miał wszystkie choroby świata i lada chwila by tam zdechł i bez chwili wachania przygarnęłam. Przez miesiąc prawie codzienne wizyty u weterynarza sprawiły,że ten niezwylke wredny kocur stał się moją wielką miłością-Klakier. Później wzięłam z narzeczonym Fifi kolejną biedę ze schroniska, króra niestety tydzień przed umówiona sterylizacja postanowiła zwiać, niestety wróciła z brzuszkiem. Czterem pięknościom znalazłam domy i w między czasie podczas powrotu z pracy do domu znalałam dwa maluszki na drodze,którym auto przejechało mamę, oczywiście przygarnęłam, odkarmiłam i również znalałam dom. W fundacji znalałam się po obejrzeniu na FB interwencji, w której było 10 kotów do przygarnięcia i bez chwili zawachania postanowiłam zostać domem tynczasowym Księcia Drakuli.
Na co dzień:
Pracuję jako przedstawiciel handlowy w firmie budowlanej.
Zwierzęta:
Księżniczka Fifi, Książe Kawaler, Psinka Negrusia

Katarzyna G.:

Początki:
Przygoda z Kocim Życiem zaczęła się w pod koniec 2012 roku, kiedy zdecydowałyśmy się rodzinnie, że czas zacząć pomagać kotom. Na Fundację trafiłyśmy w internecie i tak już poszło... Najpierw zostałyśmy domem tymczasowym. Spodobała nam się ta działalność i tak to sie nadal rozwija.
Na co dzień:
Jestem kobietą interesu, prowadzę własną firmę - pracownię projektową. Moje córki, które tak samo aktywnie jak ja uczestniczą w działaniach fundacji, chodzą do gimnazjum. Ostatnio z zainteresowań wygrywa taniec i gry planszowe, ale to zalezy od humoru i towarzystwa.
Zwierzęta:
Od zawsze kocham koty. Pierwszą moją kotką była persica - Ceśka (wbrew pozorom imię pochodzi nie od Czesławy ale od Secesji). Była ze mną 15 lat. Potem pojawiły sie następne koty. Teraz mieszkają z nami stale Duch - szary kocur "perski dolnośląski" jak go określił znajomy weterynarz, Czara - wzięta jako malutki kociak z działek i Młoda (imię zostało, chociaz kotka ma już cztery lata). Mamy tez ukochaną sukę - berneńskiego psa pasterskiego - Sisi, która przyszła do nas z Fundacji Pasterze. Dzięki niej nasze tymczasy są oswojone z psami.

Leszek:

Początki:
Początkowo podczytywałem stronę Kociego Życia "przez ramię", ale na dobre zaczęło się, gdy wzięliśmy na tymczas Rudą, Śnieżkę i 6 maluchów. Potem to już poszło lawinowo.
W fundacji zajmuję się stroną techniczno/elektroniczną, prowadząc forum i stronę KŻ. Jak nadarzy się okazja to przewożę jakieś kocie biedy między Górnym a Dolnym Śląskiem.
Na co dzień:
Na co dzień pracuję w biurze projektowym, a w wolnych chwilach lubię poczytać lub obejrzeć jakiś film.
Zwierzęta:
Pierwszym moim zwierzakiem (pomijając chomiki) była czarna kota, mieszkająca obecnie z moim ojcem. Pomimo tego, iż ma już 10 lat, nie dorobiła się jeszcze stałego imienia.
Z własnych kotów, to mamy neurotycznego Stefana, nieruchawą Bunię i rewelacyjną niesłyszącą Kiwi, dlatego też najbardziej cenię sobie tymczasowane maluszki. Nawet jeśli stanowią kłębiący się chaos i zmuszają do karmienia o 4 nad ranem to są miłą odmianą.

Żabciarybcia:

Początki:
Kocie Życie poznałam jesienią 2004, gdy uznałam, że wreszcie przyszedł czas na przygarnięcie kota. Stronę znalazłam całkiem przypadkowo, przeszukując internet, a zwłaszcza strony adopcyjne.
Kot jednak przybłąkał się sam, trafił do mnie zimą, miał około sześciu miesięcy.
Pierwsze koty na "tymczas" trafiły do mnie latem 2005 i zostały nazwane Miałkun i Super Śnieżka - nie wiem dlaczego, tak wymyśliły dzieci. Od tego czasu staram się pomagać w miarę możliwości.
Na co dzień:
Chwilowo jestem w domu i opiekuję się dziećmi. Staram się dużo czytać, czasem pomagam mężowi w pracy.
Zwierzęta:
Mam jednego rezydenta o dostojnym imieniu Burek Zenek Posterunkowy (7 lat). Od roku mieszka też z nami biała Dzidka z chorym oczkiem, która miała być tylko "na tymczas" ale dziś dzieci stanowczo odmawiają jej oddania. Co jakiś czas pojawia się kolejna bida potrzebująca przytuliska na dłużej lub krócej, której staram się szukać domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz