sobota, 3 stycznia 2015

teraz, gdy emocje powoli opadają napiszę, że było wiele wątpliwości i burzliwych dyskusji, czy przewozić psa z lecznicy w Żyrardowie i narażać na cierpienie. Opinie lekarzy były podzielone. Mój mąż i wiele innych osób było przeciwnych. Do końca nie byłam pewna, czy nie należy poddać psa eutanazji i nie przedłużać bólu. Epikryza, którą dostaliśmy powaliła nas na kolana. Lekarz z Żyrardowie jednak doradzał konsultacje z chirurgami. I chwała za to. Nie zawsze lekarze współpracują. Tutaj wszyscy wykazywali dobrą wolę i chęć współpracy. Razem z Mirkiem mogliśmy liczyć na pomoc właściwie wszystkich zwierzolubów w Polsce. Nawet, jeśli mieliśmy różne zdanie. Chyba trochę przeważyło na szalę dalszego ratowania psa zaufanie do nas, za co bardzo dziękujemy. Nie zawsze udaje się pomóc, ale zawsze na pierwszym miejscu jest zwierzę i jego dobro. Ben miał być uśpiony wczoraj rano w lecznicy Zduńska Wola, jeśli dalsze podtrzymywanie przy życiu nie dawałoby żadnej nadziei lub taka byłaby sugestia trzech niezależnych lekarzy. Podjęliśmy to ryzyko, bo przedłużaliśmy ewentualne życie o ok 12 godzin. Nadal ostrożnie, a coraz bardziej optymistycznie. Ale mogło się nie udać i o tym pamiętajmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz