Ale zimno właśnie wróciłam z portu , fotek nie robię bo zanim dojadę to już ciemno a do tego zimno to jak najszybciej wysypuje karmę zwołuje kociaki i zasuwam dalej. Niektóre kociaki czekają i cieszą się na mój widok ale to te które bytują w miejscu karmienia inne zwyczajnie wpadają tam tylko jak na stołówkę. Jak zwykle prawie 8 kg suchej i 10 puszek ale mięsna karma w ten mróz nie spełnia funkcji potrzeba więcej suchej a nie ma jeśli nie znajdę pracy czarno to widzę bo teraz suchej potrzeba najmniej 40 kg tygodniowo do portu powinnam najmniej dwa razy w tygodniu jechać a trzy też by się przydało. Nie ma wyjścia albo koty sobie poradzą albo padną młode i silne mają szansę przetrwać stare nie. Prawa natury niestety są nieubłagane a ja braku karmy nie przeskoczę w domu mam 15 na osiedlu też około 20 kotów i ta gromada mocno mnie obciąża. Osiedlowe koty u mnie rozpuszczone dostają to samo co te w domu a domowym muszę tygodniowo 25 kg żwiru kupować i to mało bo powinno być 50 żeby zapachy znośne były. To wszystko kosztuje niestety. Do tego większość domowych kotów to koty starsze z różnymi problemami więc i wet kosztuje. To skąd mam brać jeszcze na karmienie portowych ?. Pozdrawiam. Ewa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz