Minęło kilka dni, weekend, nadszedł poniedziałek.
Pojechałam do pracy radośnie, ze świadomościa że mamy już dziesięć kotów :)
Bo Piotrek w Karmelku się zakochał, od razu powiedział że go nie odda i koniec :)
Nie minęło wiele czasu, wyszłam przed budynek i oczy przetarłam. Zobaczyłam za ogrodzeniem kolejnego rudego kociaka...
Który na mój widok przeleciał przez szosę prawie wpadając pod samochód, przeleciał pod bramą i radośnie wparadował obok mnie do budynku, ja za nim, a ten stojąc na korytarzu obrócił się, zadarł ogon i zamiauczał rozdzierająco....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz