Minęło troszkę czasu, pewnego dnia pojechałam do pracy i usłyszałam od koleżanek historyjkę jak to jedna z pacjentek (pracuję w szpitalu psychiatrycznym) złapała na terenie kociaka i miała go w szafie. Na szczęście sanitariusz w nocy go usłyszał, no ale żeby nie było za pięknie kociak wylądował na dworze i został zostawiony sam sobie. Obok budynku ruchliwa szosa, za budynkiem nasza suka Perła która jest na uwięzi dlatego m.in. że kłusownik z niej straszny i kociaka zjadłaby w sekundę.
Na szczęście maluch schował się za śmietnikiem i udało mi się go złapać.
Ten kociak to Karmelek.
Trafił do nas w środę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz