środa, 1 kwietnia 2015



Ostatnimi kategoriami, które zostały mi do omówienia jest „zabawa” i „inne”. Ta ostatnia to wszystkie aktywności kota, które nie pasowały do innych zbiorów zachowań, np. spacer po mieszkaniu, siedzenie i patrzenie przez okno czy interakcje z nami, czy Rysiem, nie opierające się na zabawie.
Koty bardzo lubią się bawić - zarówno same, jak i z człowiekiemTosia uwielbia się bawić, dla niej jako drapieżnika, jest to pewien substytut polowania, a dla nas sposób na pogłębienie więzi. Bardzo dobrze pamiętam, jak przekonałam się o tym, że to niezbędny element życia, na własnej skórze. Raz po powrocie z wyjazdu, nasza kotka była jeszcze wtedy młodziutka, musiałam od razu iść do pracy (zwykle mam dla niej trochę czasu i wspólnie „wybawiamy” ewentualny stres). Po powrocie zastałam kota śpiącego w tapczanie (nigdy się jej to nie zdarzało). Odreagowywała podróż dłużej, w porównaniu z sytuacją gdy mamy czas na pogoń za wędką i relaks na kolanach.
Rozróżniamy dwa typy polowania, które można łatwo zaobserwować w zabawie: M-hunting- wersja mobilna, pogoń za ofiarą, oraz S-hunting- stacjonarna, gdy kot zaczaja się i oczekuje na ofiarę. Co do typów zabawy, można wyodrębnić trzy typy. Lokomotoryczną, socjalną i związaną z obiektami. Zabawa lokomotoryczna, to wszelkiego rodzaju pogonie, wspinaczki, które szczególnie cieszą oko, gdy uczestniczy w nich więcej niż jeden kot. Socjalna to np. bójka między kocim rodzeństwem. Zabawa z obiektami to polowanie na piórka, sztuczne myszki, czy kulki papieru. Tutaj my jako opiekunowie, mamy duże pole do popisu, chociaż nie wykluczony jest nasz udział w pozostałych typach zabaw- w przypadku Tosi zabawa w ganianego i chowanego sprawiają nam wszystkim frajdę. Tosia ma zawsze kilka zabawek, którymi może bawić się sama. Niektóre są ukryte, do innych ma stały dostęp. Istnieją jednak zabawki, które są na „specjalną” okazję. Są to ulubione zabawki Tośki, niektóre z dodatkiem kocimiętki, ale głównie zabawki na sznurkach czy wędkach. Są schowane z dwóch powodów: po pierwsze mogą być niebezpieczne w zabawie bez nadzoru (kot może się zaplątać), a po drugie są naszym asem w rękawie i Tośka nigdy nie odmawia zabawy nimi, ponieważ są szalenie atrakcyjne. Ową atrakcyjność zawdzięczają okazjonalności zabawy, a także tego, że Tosia pozostaje w niedosycie. Oczywiście to nie tak, że nie pozwalamy jej wygrać (wiemy jakie to ważne, żeby kot wygrywał i mógł „pozabijać” chwilę swoją ofiarę, wszyscy chętniej gramy w grę, w której wygrywamy), czy się wybawić, chodzi o przerwanie zabawy przed momentem znudzenia. W zabawach związanych z obiektem warto wykorzystać trzeci wymiar. To znaczy - nie ograniczamy się tylko do gonitw po podłodze. Drapak, komoda, biurko, kanapa - wszystko nadaje się idealnie i urozmaica zabawę. Czasami na podłodze układamy „schrony”, karton, poduszka czy plecak są idealnymi miejscami za którymi kot może się przyczaić. Tosia rozpłaszcza się wtedy do ziemi, jej uszy są skierowane do przodu, źrenice lekko rozszerzone, a wąsy wysunięte do przodu (pełnią wtedy rolę dodatkowej  ręki i oczu, które podnoszą skuteczność polowania - koty w pewnym sensie przestają widzieć nieruchomą zdobycz, zwłaszcza taką, która znajduje się pod ich nosem). Ostatecznie na zabawę Tosia poświęciła 12% swojego czasu, czyli około 170minut. Rozgraniczenie ile czasu poświęcała na jaki typ zabawy wydawało mi się niemożliwe, zwłaszcza w chwili gdy gnali z Ryszardem przez mieszkanie, atakowali budkę, potem siebie... chaos całkiem miły dla oka.



Ostatnią kategorią, która została mi do omówienia są Tośkowe interakcje. KocieKoty lubia nawiązywać interakcje z otoczeniemrelacje mogą budzić kontrowersje, z jednej strony koty wydają się być indywidualistami, ale z drugiej strony według sondaży amerykańskich najbardziej cenione są za ich emocjonalność w stosunku do  ludzi. Ta dychotomia jest również widoczna w relacjach z innymi kotami. Z jednej strony to samotni łowcy, ale jeśli tylko terytorium jest dostatecznie duże i nie brakuje pożywienia, koty chętnie tworzą kolonie. Kolonie to luźne grupy społeczne, w których koty wzajemnie żyją. Opuszczenie takiej grupy raczej nie stanowi problemu, ale włączenie do niej może być bardzo skomplikowanym procesem. Warto mieć to na uwadze wprowadzając nowego członka rodziny i odpowiednio wszystkich na to przygotować, by uniknąć zbędnego stresu. O korzyściach płynących z posiadania kota, jako felinoterapeuta, mogłabym napisać bardzo wiele, ograniczę się jedynie do wyszczególnienia kategorii w naszym życiu, w których to owe korzyści można obserwować:
budzenie motywacji  do działania – nadanie sensu życia,
korzyści emocjonalne – poczucie bezpieczeństwa, wsparcie w trudnych chwilach,
korzyści poznawcze – nowa perspektywa na życie, poprawa samooceny, leczenie depresji,
korzyści społeczne – otwarcie na innych ludzi,
korzyści zdrowotne – redukcja stresu, „lekarstwo”,
korzyści instrumentalne – policja i wojsko, ratownictwo, terapia z udziałem zwierząt.
Koty odczuwają samotność, dlatego warto jest dla nich towarzyszaJeśli się dłużej nad owymi kategoriami zastanowić, wydają się całkiem zrozumiałe. Ale nie każdy tak szybko pogodzi się ze stwierdzeniem, że koty wcale nie są takimi indywidualistami, na jakie mogą wyglądać. Równie ważne dla nich są kontakty z ludźmi jak i innymi kotami. Kiedyś nawet spotkałam się z twierdzeniem, że pomiędzy dwoma kotami nie może wywiązać się przyjaźń. Całkowicie się z tym nie zgadzam, ponieważ widziałam już wiele prawdziwie zażyłych relacji. Nie piszę tego tylko na podstawie Tośki i Ryśka i tego jak za sobą tęsknią, jak nie widzą się przez weekend. Mam możliwość obserwować koty w kilku hodowlach i u znajomych mających więcej niż jednego kota. Poszukują uwagi swojego towarzystwa, lubią spać wtulone w siebie, wzajemnie się pielęgnują, a także tęsknią i rozpaczają po jego stracie... Korzyści z posiadania więcej niż jednego kota jest wiele. Dla mnie najcenniejszą jest obserwacja tej przyjaźni, warto zauważyć, że kot może być bardziej kotem, gdy ma zwierzęce towarzystwo. Pokłady energii schodzą na gonitwy, zapasy, podkradanie i polowania na siebie. Można wtedy „swobodnie” używać zębów i pazurów (chociaż jest wyznaczona granica). Po takiej intensywnej zabawie, nasze ręce są już tylko atrakcją do głaskania. Nie wspominając o tym, że kot nie cierpi tak z powodu samotności, gdy jesteśmy w pracy czy szkole. Oczywiście są kocie wyjątki, jak starsza już, kotka moich rodziców. Potwierdza wszystkie stereotypy o kotach (muszę wtrącić, że kotka została wyratowana z pseudohodowli i dużo wycierpiała zanim do nas trafiła). Za towarzystwem innych zwierząt po prostu nie przepada i daje to wszystkim odczuć, chociaż po tym jak została zmuszona do spędzenia wakacji na wsi z Tośką (trzy piętrowy dom został podzielony na strefy wpływów), pojawiły się u niej nietypowe zachowania. Na przykład zaczęła kopiować sposoby zabawy podpatrzone od Tośki (Diki nie potrafiła się bawić), więc i w tym wyjątkowym przypadku jakieś korzyści się pojawiły.


            Podsumowując chciałabym zachęcić, do przeprowadzenia takiej obserwacji na własnym kocie. Jest to ciekawy rachunek sumienia – możemy bowiem dzięki takiej obserwacji zauważyć, czy   bawimy się z kotem tyle ile z tym „statystycznym”, czy pije odpowiednio dużo i ostatecznie – czy w jego życiu nie ma za dużo monotonii i nudy, bo to nie wróży na dłuższą metę nic dobrego.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz