wtorek, 22 grudnia 2015

Żadne niebo nie będzie niebem, jeśli nie powitają mnie w nim moje koty!" / "Bezdomnym zwierzętom los podarował jedynie smutek, cierpienie i tęsknotę. Zazwyczaj są głodne, często jest im zimno, a czasem chorują. Z braku leków, szczepionek... umierają..." (ze strony koty.sos.pl)

Rok temu, 19 października 2011, zaginęła nasza kotka, Lilunia, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby ją znaleźć, szukała jej nawet policja... Niestety... Ponieważ nie ma żadnej przesłanki na to, że nie żyje, szukamy jej nadal... Może ktoś ją przygarnął? Może i jemu zaginie? Sprawdzam wszystkie informacje, mamy nadal nadzieję... A tu o poszukiwaniach Lill i kotów ogólniej (napisane po ok. 3 tygodniach doświadczenia w poszukiwaniach):

Tak, tytuł absolutnie nieprzypadkowo nawiązuje do znanej wszystkim z dzieciństwa chwytającej za serce książki (czy którejś z jej ekranizacji) "Lassie wróć". Tytuł "Lilly wróć" ma wywołać podobne uczucia. Lilly, to moja (nasza, moja i mojej młodszej siostry) kotka. Lilly zaginęła we wtorek 19 października, nie wróciła jak zwykle ze swej zwykłej nocnej eskapady. Jej brat Billy wrócił, ona nie. Nie ma po niej najmniejszego śladu. Nikt nie widział, nie zgłosił nigdzie zabitego kota. Wykonałam wszystkie telefony, które w takim wypadku należy wykonać, na policję, do straży miejskiej, do firmy "KABAN" zajmującej się (dzikimi, lub dziko żyjącymi) zwierzętami, do ZIKiT-u (Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu) zajmującego się m.in. usuwaniem ciał martwych zwierząt. Obdzwoniłam bliższe i dalsze lecznice zwierząt, gabinety weterynarzy... Regularnie dzwonię do Schroniska i TOZ-u, schronisko już dwukrotnie odwiedziłam... Wszystkie okoliczne ulice wielokrotnie przeszukane, każdy sąsiad zawiadomiony, wielu przepytanych, ogłoszenia wiszą w wielu miejscach, tak w świecie rzeczywistym jaki i wirtualnym, kilka fałszywych śladów sprawdzone... śladu po Lilly. Szukamy! Dopóki nie ma pewności, że nie żyje, szukamy. Jeśli żyje, gdzieś przecież jest. Nie zdematerializowała się, nie rozpłynęła w powietrzu. A jeśli gdzieś jest, musi się znaleźć! 

Tylko czy musi? "Wiele bezdomnych kotów miało kiedyś swoje domy..." - zaczyna się instrukcja w internecie zatytułowana "kocia_stronka.republika.pl/zaginięcie". Co robić, gdy zaginie kot?... Jak go szukać?... Gdzie szukać pomocy?... O tym jest ta strona. Ale też o poczuciu bezradności, o tym, że w gruncie rzeczy nie ma w Polsce skutecznej infrastruktury systemowo metodycznie wspomagającej zrozpaczonych właścicieli zaginionych psów i kotów w znalezieniu ich pupili. W internecie jest wiele stron, gdzie można wrzucić ogłoszenie, ale im więcej stron, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś przeczesze je wszystkie, żeby sprawdzić, czy aby nie widział, czy też nie przygarnął czyjegoś zwierzęcia. Nie ma ogólnopolskiej bazy choćby dla zaczipowanych psów i kotów, choć tych jest ciągle niewiele. Nie ma z powodu obowiązku ochrony danych osobowych, jak tłumaczyła mi (bardzo miła i życzliwa) pani ze Schroniska dla Zwierząt w Krakowie. Kiedy w roku 2006 wyrabiałam paszport UE dla mojego psa, żeby mógł ze mną jeździć po Europie, nasz lekarz-weterynarz dodał: "Ale niech się pani nie cieszy, że się znajdzie, bo jest zaczipowany, gdyby się zgubił. W Polsce nie ma bazy, w której dałoby się doszukać adresu właściciela zaczipowanego zwierzęcia. No, chyba że trafi do mnie..." Owszem, zwierzęta przechodzące przez Schronisko są czipowane, ale tylko Schronisko ma te dane. Jeśli zagubione zwierzę trafi ponownie do tego samego schroniska, to można je zidentyfikować na podstawie nr czipu zanotowanego w bazie danych schroniska, jeśli nie, to nie.

Bezskuteczne jak na razie poszukiwania Lilly, to czas pełen nowych doświadczeń. Dobrych i złych. Najlepsze to to, że wielu ludzi ze zrozumieniem i współczuciem odnosi się do osoby poszukującej swojego zwierzęcia. Zdecydowanie najgorsze to to, że choć rozwiesiłyśmy wraz z siostrą wiele ogłoszeń, to na ogłoszenia w tych miejscach, w których takie ogłoszenie byłoby najskuteczniejsze, czyli widoczne dla wielu ludzi, praktycznie nie ma specjalnych miejsc. Owszem, zgadzają się lekarze-weterynarze i właściciele sklepów zoologicznych, czasami też jakiś właściciel małego prywatnego sklepu... i to tyle. Na przystankach tramwajowych i autobusowych nie wolno wieszać żadnych ogłoszeń (pod karą z art. 63A Kodeksu Wykroczeń Dz. U. nr 44/83 poz. 203). Na okrąglakach na plakaty nie wolno, bo są prywatną własnością. Na słupach jakichkolwiek też nie wolno. Na płotach nie wolno. I na murach nie wolno. Na drzewach też pewnie nie, choć na drzewach nie ma zakazów... W instrukcji na wspomnianej stronce czytam: "Ogłoszenia należy porozwieszać gdzie się da: w pobliskich klatkach schodowych i/lub osiedlowych słupach ogłoszeniowych; we wszystkich okolicznych - oczywiście po uzyskaniu pozwolenia - sklepach, szczególnie tych małych, spożywczych, warzywnych, zoologicznych; koniecznie w pobliskich (i dalszych) lecznicach weterynaryjnych; na przystankach autobusowych (ale ciii... bo to nielegalne, jednak jest to miejsce w którym wiele osób się spotyka i czekając na autobus - czyta ogłoszenia)"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz