piątek, 5 grudnia 2014

Oświadczenie w sprawie czarnego psa z osiedla Serbinów.
W związku z licznymi komentarzami, które pojawiły się pod naszym apelem o tego psa a co za tym idzie - wyssanymi z palca głupotami pragniemy wyjaśnić kilka kwestii.
Od początku apelowałyśmy o DEKLARACJE na hotel, czyli pisemne, publiczne, wyrażone na naszym fb zobowiązanie do wpłacania określonej, stałej sumy pieniędzy, która miała pokryć koszty utrzymania psa w hotelu do momentu znalezienia domu tymczasowego lub stałego. Nie prowadziłyśmy regularnej zbiórki na psa ponieważ nie był on jeszcze pod naszą opieką!

Pomimo tego że zbierane były DEKLARACJE, na naszym koncie 1.12 pojawiły się 3 wpłaty z dopiskiem na psa, w wysokości 10zl, 50 zl i 100 zl. Pomijając fakt że nie robiłyśmy na niego zbiórki, suma 160 zl nie jest zabezpieczeniem dla tego psa i w najlepszym wypadku pokryłaby koszty zaledwie 2 tyg pobytu w hotelu. Co dalej? Ulica po 2 tyg? Brakuje ok 200 zl deklaracji, zakładając, ze 3 powyższe wpłaty będą wpadać na konto co miesiąc. Wybaczcie, ale MY przy takich zobowiązaniach finansowych jakie mamy musimy zakładać różne możliwe scenariusze. Owszem dt mógłby wypalić, ale co jeśli by tak nie było? Wielokrotnie zdarzało nam się, że 'ktoś' 'coś' deklarował, a potem nic z tego nie wychodziło, a my zostawałyśmy z ręką w nocniku. A co innego zostać z ręką w nocniku przy 1,2,3 czy 4 zwierzakach, a co innego przy 100!

Druga sprawa. Pojawiły się 2 propozycje dt dla psa: jedna na Śląsku, druga w Krakowie. Dla niezorientowanych: oba miejsca są oddalone od nas o kilkaset km, nie ma fizycznej możliwości żeby na już zorganizować przewiezienie tam psa. Dlatego też pisanie że pies miałby już dt w piątek jest kompletną głupotą (ogłoszenie na naszej stronie pojawiło się w piątek w godzinach popołudniowych). Chyba niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego że to nie pół h a kilka h jazdy i to tylko w 1 stronę. Może te osoby nie mają innych spraw na głowie i mają możliwość wsiąść w samochód w każdej chwili i jechać kilkaset km… Może… Tego nie wiemy… Wiemy jednak co my robiłyśmy zarówno w piątek po południu (2 wizyty w wetów w Wawie, jedna niemal na sygnale z ledwo oddychającym zwierzakiem, druga to umówiona wizyta u onkologa) jak i w cały weekend (nie, nie odpoczywałyśmy leżąc przed telewizorem, ¾ weekendu to było jeżdżenie i załatwianie spraw okołozwierzęcych).

Trzecia sprawa - z relacji osób, pracujących w miejscu, w którym był pies, wiemy, że pojawia się on i znika. Insynuacje w stylu - co się z nim stało! co one z nim zrobiły?! pewnie wzięły pieniądze i pies przepadł jest totalnie nie na miejscu.

Czwarta sprawa. Dziwnym trafem prowodyrami całej awantury były osoby, które podobną szopkę urządziły kilka miesięcy temu w sprawie Zoji… Zastanawiające…

Piąta sprawa. NIKT nie napisał do nas prywatnej wiadomości w sprawie tego psa. Całą dyskusja toczyła się pod zdjęciem i w różnych innych miejscach. Albo napisanie wiadomości było dla tych osób za trudne albo chodziło o celowe sianie zamętu… Zarzucanie nam, że nie odpisujemy na wiadomości, gdy tych wiadomości nie dostajemy jest dość zabawne… Wybaczcie pieniacze, ale w odróżnieniu od Was mamy wystarczająco dużo innych zajęć i nie mamy czasu na śledzenie wszystkich komentarzy. Pomijamy już kwestię techniczną taką jak to że wielokrotnie zdarza się że nie dostajemy powiadomienia o tym, że ktoś dostał komentarz, albo jak np. jedna z nas ma ogólny problem z wyświetlaniem komentarzy (w ogóle nie rozwija jej się lista). Wybaczcie, ale nie mamy wpływu na błędy pojawiające się na facebooku… NAJPROSTSZYM sposobem na skontaktowanie się z nami jest napisanie prywatnej wiadomości. Jedna, jak widać, najprostsze rozwiązania są często najtrudniejsze….

Szósta kwestia. Powstało wydarzenie dotyczące psiaka. Nie było to jednak nasze wydarzenie. Nie śledziłyśmy go ani nie zamieszczałyśmy tam żadnych informacji. Nie miałyśmy ani z nim ani z treściami tam zamieszczonymi nic wspólnego. Nie mamy żadnego związku z usunięciem wydarzenia.

Siódma kwestia. Żadna z nas nie zna tego psa, ani regularnie go nie dokarmiała. Trudno żebyśmy znały wszystkie bezdomne zwierzęta w naszym mieście, zwłaszcza, że nie mamy czasu na spacery itp. Zwykle przemieszczamy się ‘automatycznie’ po tych samych trasach. Poza tym chyba każdy myślący człowiek rozumie, że zwierzę się przemieszcza. To, że raz się na niego trafiło, nie znaczy wcale że za kilka h czy następnego dnia znów będzie w danym miejscu. Czy w tej sytuacji mamy zgarniać od ręki wszystko co widzimy? I co mamy dalej robić? Upychać sobie w kieszeni? ZROZUMCIE mamy ograniczone możliwości. Staramy się robić ile możemy, ale świata nie zbawimy. Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim. I tak we 3 osoby mamy ponad 100 podopiecznych. Czy według Was to mało jak na 3 osoby które nie zajmują się tym zawodowo?

A co do priorytetów, o których pisała pewna pani - szanowna pani, pozwoli pani, że sami będziemy sobie ustalać nasze priorytety, w takiej kolejności, w jakiej my uznamy za stosowne.

Zastrzegamy, iż jakiejkolwiek pomówienia lub inne działania sprzeczne z prawem, naruszające dobre imię Fundacji Viva! lub jej wolontariuszy, będą skutkowały wszczęciem postępowania sądowego wobec osób dopuszczających się naruszania dóbr osobistych organizacji.

Zdjęcie: Oświadczenie w sprawie czarnego psa z osiedla Serbinów.
W związku z licznymi komentarzami, które pojawiły się pod naszym apelem o tego psa a co za tym idzie - wyssanymi z palca głupotami pragniemy wyjaśnić kilka kwestii.
Od początku apelowałyśmy o DEKLARACJE na hotel, czyli pisemne, publiczne, wyrażone na naszym fb zobowiązanie do wpłacania określonej, stałej sumy pieniędzy, która miała pokryć koszty utrzymania psa w hotelu do momentu znalezienia domu tymczasowego lub stałego. Nie prowadziłyśmy regularnej zbiórki na psa ponieważ nie był on jeszcze pod naszą opieką!

Pomimo tego że zbierane były DEKLARACJE, na naszym koncie 1.12 pojawiły się 3 wpłaty z dopiskiem na psa, w wysokości 10zl, 50 zl i 100 zl. Pomijając fakt że nie robiłyśmy na niego zbiórki, suma 160 zl nie jest zabezpieczeniem dla tego psa i w najlepszym wypadku pokryłaby koszty zaledwie 2 tyg pobytu w hotelu. Co dalej? Ulica po 2 tyg? Brakuje ok 200 zl deklaracji, zakładając, ze 3 powyższe wpłaty będą wpadać na konto co miesiąc. Wybaczcie, ale MY przy takich zobowiązaniach finansowych jakie mamy musimy zakładać różne możliwe scenariusze. Owszem dt mógłby wypalić, ale co jeśli by tak nie było? Wielokrotnie zdarzało nam się, że 'ktoś' 'coś' deklarował, a potem nic z tego nie wychodziło, a my zostawałyśmy z ręką w nocniku. A co innego zostać z ręką w nocniku przy 1,2,3 czy 4 zwierzakach, a co innego przy 100!

Druga sprawa. Pojawiły się 2 propozycje dt dla psa: jedna na Śląsku, druga w Krakowie. Dla niezorientowanych: oba miejsca są oddalone od nas o kilkaset km, nie ma fizycznej możliwości żeby na już zorganizować przewiezienie tam psa. Dlatego też pisanie że pies miałby już dt w piątek jest kompletną głupotą (ogłoszenie na naszej stronie pojawiło się w piątek w godzinach popołudniowych). Chyba niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego że to nie pół h a kilka h jazdy i to tylko w 1 stronę. Może te osoby nie mają innych spraw na głowie i mają możliwość wsiąść w samochód w każdej chwili i jechać kilkaset km… Może… Tego nie wiemy… Wiemy jednak co my robiłyśmy zarówno w piątek po południu  (2 wizyty w wetów w Wawie, jedna niemal na sygnale z ledwo oddychającym zwierzakiem, druga to umówiona wizyta u onkologa) jak i w cały weekend (nie, nie odpoczywałyśmy leżąc przed telewizorem, ¾ weekendu to było jeżdżenie i załatwianie spraw okołozwierzęcych).

Trzecia sprawa - z relacji osób, pracujących w miejscu, w którym był pies, wiemy, że pojawia się on i znika. Insynuacje w stylu - co się z nim stało! co one z nim zrobiły?! pewnie wzięły pieniądze i pies przepadł jest totalnie nie na miejscu.

Czwarta sprawa. Dziwnym trafem prowodyrami całej awantury były osoby, które podobną szopkę urządziły kilka miesięcy temu w sprawie Zoji… Zastanawiające…

Piąta sprawa. NIKT nie napisał do nas prywatnej wiadomości w sprawie tego psa. Całą dyskusja toczyła się pod zdjęciem i w różnych innych miejscach. Albo napisanie wiadomości było dla tych osób za trudne albo chodziło o celowe sianie zamętu… Zarzucanie nam, że nie odpisujemy na wiadomości, gdy tych wiadomości nie dostajemy jest dość zabawne… Wybaczcie pieniacze, ale w odróżnieniu od Was mamy wystarczająco dużo innych zajęć i nie mamy czasu na śledzenie wszystkich komentarzy. Pomijamy już kwestię techniczną taką jak to że wielokrotnie zdarza się że nie dostajemy powiadomienia o tym, że ktoś dostał komentarz, albo jak np. jedna z nas ma ogólny problem z wyświetlaniem komentarzy (w ogóle nie rozwija jej się lista). Wybaczcie, ale nie mamy wpływu na błędy pojawiające się na facebooku… NAJPROSTSZYM sposobem na skontaktowanie się z nami jest napisanie prywatnej wiadomości. Jedna, jak widać, najprostsze rozwiązania są często najtrudniejsze….

Szósta kwestia. Powstało wydarzenie dotyczące psiaka. Nie było to jednak nasze wydarzenie. Nie śledziłyśmy go ani nie zamieszczałyśmy tam żadnych informacji. Nie miałyśmy ani z nim ani z treściami tam zamieszczonymi nic wspólnego. Nie mamy żadnego związku z usunięciem wydarzenia.

Siódma kwestia. Żadna z nas nie zna tego psa, ani regularnie go nie dokarmiała. Trudno żebyśmy znały wszystkie bezdomne zwierzęta w naszym mieście, zwłaszcza, że nie mamy czasu na spacery itp. Zwykle przemieszczamy się ‘automatycznie’ po tych samych trasach. Poza tym chyba każdy myślący człowiek rozumie, że zwierzę się przemieszcza. To, że raz się na niego trafiło, nie znaczy wcale że za kilka h czy następnego dnia znów będzie w danym miejscu. Czy w tej sytuacji mamy zgarniać od ręki wszystko co widzimy? I co mamy dalej robić? Upychać sobie w kieszeni? ZROZUMCIE mamy ograniczone możliwości. Staramy się robić ile możemy, ale świata nie zbawimy. Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim. I tak we 3 osoby mamy ponad 100 podopiecznych. Czy według Was to mało jak na 3 osoby które nie zajmują się tym zawodowo?

A co do priorytetów, o których pisała pewna pani - szanowna pani, pozwoli pani, że sami będziemy sobie ustalać nasze priorytety, w takiej kolejności, w jakiej my uznamy za stosowne.

Zastrzegamy, iż jakiejkolwiek pomówienia  lub inne działania sprzeczne z prawem, naruszające dobre imię Fundacji Viva! lub jej wolontariuszy, będą skutkowały wszczęciem postępowania sądowego wobec osób dopuszczających się naruszania dóbr osobistych organizacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz