Jak to jest z kocią miłością?
Czy kot kocha za coś, czy dla samej przyjemności kochania? No niestety Kochani - KOT KOCHA ZA COŚ! Mimo, że może nam się wydawać, że nasz osobisty przypadek jest wyjątkiem - mówię Wam - nie ma wyjątków :)))) Pełna micha i mizianko (ale tylko wtedy, kiedy kot chce) jest biletem do sukcesu i naszego jakże mylnego przekonania o bezinteresownej kociej miłości :) To jak z naszymi połówkami rodzaju męskiego, instrukcja obsługi wyjątkowo prosta :))))
Człowiek wychowuje, troszczy się, martwi, daje jeść a "to" babsko traktuje mieszkanie jak hotel. Rano jedzonko i chlast łapą w okno (znak do wyjścia). Polowanko w ciągu dnia z przerwami na posiłki w 5 gwiazdkowym hotelu :) All inclusive zapewnia jej przecież stały dostęp do jedzenia i napojów:)))) Wieczorem wraca tylko dlatego, że jej tyłek zmarzł i trzeba się ogrzać na Bluciakowym legowisku. Gdy było lato najchętniej spałaby na tarasie.
A ja leżę w łóżku, stopy mi marzną, a ona ma w nosie. Idzie do Bluciaka, bo tam cieplej. Jak wezmę na siłę, żeby się przytulić, to jędza chwilę pomruczy i pójdzie w diabły machając ogonem. Ale kiedy ona chce, oooo wtedy nie ważna kawa, talerz z jedzeniem, laptop - włazi przed nos i się ociera, i łasi, i buziaki daje.
Tak sobie myślę, że jak przyjdzie zima i ten szary zadek przemarznie i wróci do hotelu na dłużej, to znowu wyda mi się chociaż przez chwilę, że Ratusia mnie kocha :)))))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz